Blog > Komentarze do wpisu

Shibori

Biorąc pod uwagę moją awersję do nitki i igły, zawziętość z jaką próbuję opanować techniki biżuteryjne wymagające właśnie tych narzędzi zadziwia nawet mnie samą :). Uszyłam już kilkanaście naszyjników z sutaszu, które leżą w kartonie schowanym na dnie innego kartonu. Nie, żebym nie wiedziała co czynię. Samouczków przejrzałam tyle, że mogłabym wykładać teorię, ale jak wiadomo od teorii do praktyki wiele jeszcze naszyjników przede mną. Będąc z natury istotą perfekcyjną, źle znoszę każdy krzywy szew, niedociągniętą nitkę, czy też zmasakrowany zbyt dużą ilością wkłuć sznurek, dlatego też z uporem maniaka ciągle próbuję od nowa.

To samo dotyczy haftu koralikowego. Dużym odkryciem był dla mnie fakt, iż krzywe koraliki dają krzywy efekt :|, niemniej nawet z tymi prostymi do perfekcji mi dalej daleko. Owszem... kilka podstawowych wzorów opanowałam do perfekcji. Oprawić kaboszon, a i jak! potrafię. Swarki i maleńkie Toho przepięknie przerabiam na kolczyki, ale większy wzór... Większy wzór budzi we mnie potwora "fristajlowania" i nagle robi się wszystkiego za dużo i za gęsto i za bardzo.

I kiedy już prawie pogodziłam się z faktem, iż igła, nitka i ja stanowimy niezgrany komplet, wpadła mi w ręce wstążka shibori. Materiał tak śliczny, delikatny i szlachetny, że wszelkie moje naturalne odruchy przeładowania nagle przestały działać. Bransoletkę szyłam ponad tydzień, w sumie gdyby zliczyć godziny spędzone na pieczołowitym nawlekaniu koralików i przebijaniu igłą materiału pewnie uzbierałoby się kilkanaście bitych godzin. Każdy krzywy szew natychmiast poprawiałam, koraliki najpierw dopasowywałam przed przyszyciem. Wszystkie warstwy są przemyślane, aby ukryć nitki, żyłki i wzmocnienia.

I nareszcie jestem z siebie dumna :).

 

 www.antilae.pl

niedziela, 26 października 2014, antilae

Polecane wpisy