Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
środa, 27 lutego 2013

 

Dawno, dawno temu zgłosiła się do mnie klientka z początkowo klasycznym zapytaniem - czy wykonam na zamówienie kolczyki. Odpowiedź oczywiście była prosta - z przyjemnością. I tak niewinnie zaczęło się najdziwniejsze zamówienie w mojej biżuteryjnej historii ;). Z opowiadań mailowych Pani przewijał się obraz gigantycznych, przeładowanych minerałami kolczyków, w szerz dotykających twarzy, w dół niemal wiszących na ramionach, z ogromną ilością zawijasów i biglami, które same w sobie mogłyby już stanowić pełnowartościowe kolczyki. Budowałyśmy te kolczyki blisko dwa tygodnie. Ja wysyłałam zdjęcia, Pani prosiła o kolejne porcje zdjęć minerałów i w kolczykach pojawiały się kolejne kształty, kolory i motywy. Oczywiście cały czas dopytywałam się, czy na pewno o to nam chodzi... Pomijając ciężar takich kolczyków i papuzią kolorystykę, ich rozmiar był gigantyczny. W końcu Pani wyjaśniła mi zamysł Twórczy zamówienia. Mają być takie, żeby spełniały warunki złotej myśli - O mój boże, gdzie ja to założę :).

Teraz już rozumiem, że tak ja mam w swojej garderobie kilka sukienek nadających się tylko na bal sylwestrowy, jak również strój do jogi, w którym uprawiam wszystko tylko nie jogę :) - tak czasem kobieta musi sobie sprawić coś kompletnie niepraktycznego, tylko po to, żeby dać upust fantazji, lub zwyczajnie sprawić sobie przyjemność...

Tamtego wzoru już nic w życiu nie pobiło. Chyba nawet wisiora nie popełniłam równie wielkiego, jak tamten jeden kolczyk, ale sama idea kolczyków, które mienią się bogactwem kolorów i minerałów jednak pozostała.

I oto właśnie kolczyki inspirowane tamtym niedoścignionym póki co wzorem :). Błękitne, niesamowicie błyszczące kwarce, na srebrnych filigranach i dużych biglach typu harfy, w towarzystwie niezliczonej ilości malutkich minerałów doskonałej jakości w pastelowej kolorystyce.

 

 

 

 

 

 

www.antilae.pl

poniedziałek, 25 lutego 2013

Z Okazji nadchodzącego wielkimi krokami Dnia Kobiet - KONKURS :).

Do wygrania romantyczny, widowiskowy naszyjnik wykonany z piwnego kwarcu, srebra i naturalnych pereł. Aby go otrzymać wystarczy kilka prostych kroków. Wysyłka jest zupełnie gratis. Idealny moment, żeby zrobić sobie przyjemność na Dzień Kobiet :).

Reguły są proste:
1. Polub stronę Antilae (jeżeli już ją lubisz, nie musisz tego robić ponownie ;)).
2. Zostaw komentarz pod zdjęciem na facebooku (nie musi być sensowny, ale byłoby miło gdyby był miły).
3. Udostępnij to zdjęcie na swojej ścianie.

Losowanie 8 marca 2013 pośród osób, które spełnią wszystkie 3 warunki konkursu.

Miłej zabawy i szczęścia w losowaniu ! :).


https://www.facebook.com/Antilae

 

 

www.antilae.pl

niedziela, 24 lutego 2013

Jeszcze żadne kolczyki tak mnie nie umęczyły podczas "sesji zdjęciowej" jak te właśnie. W zasadzie to problemów była cała masa, które złożyły się sumarycznie na jeden wielki problem pod tytułem - to się nie uda... Pierwszym problemem była forma. O ile wisząc kolczyki wyglądają świetnie, o tyle położone zaczynają przypominać kupkę minerałów położonych jeden na drugi, zakrywają bigle i w sumie to nawet nie wiadomo co ten obraz przedstawia, poza tym że jest dość kolorowy :). Drugim problemem jest kolorystyka... Woda... Jak zrobić zdjęcie wody?. Fachowiec fotograf pewnie to wie, mnie natomiast wychodziły wyłącznie bohomazy, na których albo wodnista kolorystyka kamieni centralnych zlewała się z tłem, albo widać było centralne kamienie, a cała otoczka traciła kolor i dla odmiany zlewała się z tłem :).

Zasięgnąwszy pomocy specjalistów amatorów od zdjęć dowiedziałam się iż:

- muszę doświetlić tło

- muszę doświetlić obiekt

- muszę doświetlić obiekt, ale od tyłu i nie prześwietlić tła

- muszę sobie kupić dziesięć lamp, a najlepiej całe studio filmowe

- najlepiej będzie jak sobie kupię takie urządzenie do fotografowania obiektów w 3D, bo tak to już będzie super wypaśnie (nie o to pytałam :)).

- fotografowanie kamieni, wody i szkła to trudna sztuka - [zauważyłam :]]

- muszę kupić obiektyw makro (co to ma wspólnego w opadającymi oponkami i kolorystyką tego nie powiedzieli)

- muszę wynająć fotografa

ok...
zbyt dużo pracy i wydatków jak na jedne kolczyki, więc wróciłam do pomysłu pierwotnego wykorzystania wszystkich stołków, parapetów, lamp, żarówek, nakryć, koców, talerzyków i innych rzeczy mogących służyć za plan filmowy jakie mam w domu i po dwóch godzinach walki udało mi się wybrać z tego zbioru chociaż kilka znośnych zdjęć... W ruch poszła nawet blacha ;). Jak żyję jednym kolczykom nie zrobiłam 120 fotek :).

 

 

 

 

 

 

 

www.antilae.pl

czwartek, 21 lutego 2013

 

Ostatnio miałam zalew weny twórczej i w kilka nieprzespanych nocy nadrobiłam zaległości poprzednich kilkunastu przespanych :). Z tego też powodu dzisiaj jeszcze jedna nowość. Długo szukałam kamieni, które będą i przezroczyste i doskonałe jakościowo i do tego naprawdę pomarańczowe. Żywy pomarańcz to wbrew pozorom rzadkość wśród kamieni, wszystkie jego odcienie wpadają albo w miód, albo w brąz, albo w kolor piwny, a tu niespodzianka :).

Kamienie są tak cudownie energetyczne, że oprawiłam je wyłącznie w srebrne dodatki i malutkie, pięknie drobno-fasetowane oponki kwarcu dymnego. Do oprawienia zostało jeszcze 16 sztuk - jest więc duże pole do popisu :).

 

 

 

www.antilae.pl

W kontekście poprzedniego postu o kwarcu solarnym, oczywiście kolejny pokazujący efekt jego oprawienia może się okazać nudny i tendencyjny. Niemniej jest to jeden z moich ulubionych nabytków mineralnych i nie mogłam się powstrzymać :). Naszyjnik, który powstał z jednego z kamieni jest bardzo bogaty i bardzo widowiskowy. Tworzy go masa minerałów doskonałej jakości (jadeit, spinel, ametyst, labradoryt, kwarc różowy, czarne, słodkowodne perły). Do tego łańcuszek wykonany ręcznie z minerałów przeplatanych łańcuszkiem o niewielkich, ale dość masywnych oczkach. Wisior jest zdejmowany z łańcuszka, więc obie ozdoby można swobodnie wymieniać (łańcuszek nosić sam, a wisior zawiesić na innej bazie).

 

 

 

 

www.antilae.pl

środa, 20 lutego 2013

Matka natura posiada nieskończone pokłady wyobraźni. Jednym z jej produktów, któremu długo przyglądałam się wyłącznie z daleka był kwarc solar. Barwione, fasetowane, małe, duże, owalne, w kształcie kropli, o gładkich i postrzępionych brzegach, jest w czym wybierać, a i ceny czasem są wystarczającym argumentem, żeby wyłącznie na oglądaniu pozostać :).

W połowie zeszłego roku skusiłam się na sznur tego cuda, nie do końca wiedząc co otrzymam, a nawet czego oczekuję po tym zakupie. No i cóż mogę powiedzieć... To rzeczywiście przedziwny wytwór matki natury. Wygląda trochę jakby ktoś zamroził wodę, potłukł ją na drobniutkie kawałeczki, poskładał i zamroził jeszcze raz. Mimo tego, jako jeden z niewielu kamieni stwarza wrażenie ciepłego. Kiedy się na niego patrzy, wydaje się wręcz miękki i można odnieść wrażenie, że po wzięciu do ręki nie będzie zimny jak to kamień, ale wręcz taki do przytulenia ;). Jest też dość kruchy i absolutnie niepowtarzalny. Poszukiwanie dwóch kamieni o takim samym rysunku, może się zakończyć niepowodzeniem.

 

 

 

www.antilae.pl

sobota, 16 lutego 2013

Sznur, a właściwie sznureczek stopniowanych jaspisów sprowadziłam dawno temu. Trzy z nich tuż po zakupie spotkał finał w komplecie składającym się z wisiorka i kolczyków, reszta czekała. Przy okazji ostatniej inwentaryzacji i liczenia stanów na stanie znowu wpadły mi w ręce, a że zima za oknem, a one tak cudownie kojarzą się z jesienią, nie mogłam sobie odmówić ich ponownego oprawienia. Kształt tak niezwykle nieoczywisty, polerowanie niemal idealne, kolor cudownie ceglasty. W efekcie powstały duże i bardzo wyraziste kolczyki ozdobione dodatkowo peridotem, spinelem mystic, pirytem, granatem i kwarcem krystalicznym. Do tego moje ulubione kwiatki i esy floresy.

Niżej trzy pary kolczyków zapewne z powodu aury za oknem utrzymanym w kolorystyce morsko-śniegowej.

Barwione howlity turkusowe ozdobione wyłącznie srebrem.

Błękitne cudownie twistowane kwarce w towarzystwie kwarcu dymnego i krystalicznego

i na koniec przepiękne kwarce morskie oprawione w perły (białe i czarne, słodkowodne i keshi).

A teraz czekam na cały sznur gałązek korala w kolorze łososiowym, który powinien dotrzeć już za dwa tygodnie :).

 

 

 

 

 

www.antilae.pl

środa, 13 lutego 2013

Zabrałam się za oprawianie kolejnego sznura przepięknych minerałów sprowadzonych z dalekiego końca świata. Były już kwarce niebieskie, fioletowe bąbeki, a tym razem trójkątne poduszeczki w niezwykłym kobaltowym odcieniu. Kamienie klasy AAA co widać i słychać :).

Kamienie oprawione w granaty (maleńkie oponki i cudowne mikro-fasetowane brioletki) i perły (keshi i słodkowodne pastyleczki) w odcieniach butelkowym i benzynowym (również doskonałej jakości). Leciutkie i bardzo eleganckie. Do tego moje ulubione głębokie, otwarte, francuskie bigle.

 

 

www.antilae.pl

niedziela, 10 lutego 2013

 

Od tygodnia siedzę nad srebrem i kamieniami z mocnym postanowieniem zrobienia czegoś bardzo walentynkowego. Zamiast tego wychodzą mi ciągle motywy zimowe, roślinne, mroczne, a nawet czasami słodkie, ale z walentynkami mające wspólnego - nic :). Wprawdzie wyprodukowałam jedno całkiem pokaźne serduszko, ale po oksydowaniu nabrało drapieżnego wyrazu i nie wiem czy nadaje się w tej formie do wyznawania miłości komukolwiek :). Ostatecznie wszyscy naokoło żyją walentynkami, serduszka i czerwień zalały świat poduszeczek, biżuterii, serwetek, kubków, a nawet widziałam przelotem jakiś tort w kształcie serca :), więc zapewne nic się nie stanie, jeżeli ja pozostanę przy zimie...

A zima w pełni i za oknem i w naszyjniku, którego sercem stał się mój ukochany opalit. Brioletka ozdobiona ametystem, peridotem i niebieskim kwarcem, który w tym połączeniu wyjątkowo nie kojarzy mi się z winogronami, ale z przebiśniegami wychylającymi się spod śniegu. W łańcuszek również wplecione te same minerały, jak i na samym końcu łańcuszka wykończenie z opalitu, ametystu i oliwinu. Uwielbiam to zestawienie kolorystyczne.

 

 

www.antilae.pl

piątek, 08 lutego 2013

 

Przyznam się szczerze, że za złotem nie przepadam i za oprawianie kamieni w złoto zabieram się rzadko. Są jednak takie zestawienia kolorystyczne, które do złota wyjątkowo pasują i jednym z takich kolorów niewątpliwie jest pomarańcz. Problematyczne jest też nabywanie komponentów pozłacanych. Kupowanie ich u niesprawdzonych sprzedawców często kończy się pozłacaniem czegokolwiek, mimo że w opisie miało być pozłacane srebro. Różne też są interpretacje sprzedawców dotyczące tego co nazywają stopem vermeil. Ostatecznie prowadzi to do bardzo ograniczonej ilości miejsc gdzie takie sprawdzone elementy kupić można. Ostatnim problemem jest ilość złota w złocie i jego odcień. Różne jego próby powodują, że niby wszystko jest złotem, ale w zupełnie różnych odcieniach i potem niekonieczne dobrze wygląda zestawione razem.

Czasem jednak mimo wszystko po złoto sięgam i oto efekt :).

Cudowne kwarce butelkowe oprawione w karneol, kwarc mystic i niebieskie oponki fasetowanego kwarcu, oraz nieziemskie pomarańczowe chalcedony w towarzystwie cebulek granatu, oraz oponek granatu i kwarcu mistycznego.

 

 

 

www.antilae.pl

czwartek, 07 lutego 2013

Tym razem w ramach oddechu od pączków i srebrnych zawijasów - trochę minerałów w wersji czystej. Cebulki kwarcu herbacianego z powłoką mystic i chalcedon w kolorze śliwki z taką samą powłoką...

Uwielbiam kamienie z mistycznym szlifem, a z kształtem cebulek tworzy to połączenie idealne :).

 

 

 

www.antilae.pl

wtorek, 05 lutego 2013


Motywy kwiatowe i roślinne w biżuterii uwielbiam. Czasami jednak popadam w pewną irytującą konsekwencję i każdy kolejny projekt przez miesiąc lub dwa nawiązuje - czy tego chcę czy nie chcę do tej samej stylistyki. Miałam już okres leśny, rododendronowy :), były bluszcze, przebiśniegi, a ostatnio dręczy mnie klątwa winogron :). Być może jest to wynik tęsknoty za latem, a może zamiłowania do oliwinów i ametystów, niemniej każdy kolejny naszyjnik i para kolczyków, która przypomina winogrona poprawia mi humor :).

Tym razem centralny kamień niezwykły ametyst w odmianie mlecznej (z tego co mi wiadomo to mieszanka ametystu i kwarcu mlecznego), nieziemsko wybarwiony o fantastycznym rysunku (25mm wysokości). Kamień w otoczeniu kuleczek żywo zielonego kociego oka, granatowego lapis lazuli, oponek przezroczystego ametystu, fasetowanych kuleczek pirytu, słodkowodnych, białych perełek, oraz na szczycie dużej płaskiej perełki keshi w kolorze benzyny. Między kamienie wpleciony kwiatowy "wąs". Całość zawieszona na ręcznie wykonanym kole. Naszyjnik zawieszony na delikatnym łańcuszku, w który wplecione zostały kuleczki żółtego opalu.

 

www.antilae.pl

sobota, 02 lutego 2013

Ten projekt to w zasadzie ciekawostka i eksperyment. Nie ukrywam, że śledzę prace na wielu portalach artystycznych, jak również generalnie trendy jakie pojawiają się w biżuterii, co nie znaczy, że ślepo nimi podążam :). Swoje zdanie mam, tworzenie biżuterii sprawia mi przede wszystkim niesamowita przyjemność i mimo prób cięcia blachy, gięcia i spawania i tak zawsze powracam do swoich ukochanych szpilek. Do szycia mam wrodzony wstręt i dwie lewe ręce, więc za sutasz się nawet nie zabieram :), jest jednak jedna technika która mnie zawsze niesamowicie fascynowała i w której czasem próbuję swoich sił, zawsze przyprawiając to bólem głowy :)... wire wrapping...

Problemów widzę kilka... Po pierwsze plan. Moja biżuteria to w większości przypadków improwizacja. Biorę kamień w dłonie i mam sto pomysłów na minutę, nigdy nie wiedząc jaki będzie efekt końcowy, podczas gdy wire wrapping wymaga rysunków, projektów, mierzenia i trzymania się planu. Po drugie symetria. Projekty wire wrapping zazwyczaj są śmiertelnie dokładne, super symetryczne i ekstremalnie precyzyjne. Po trzecie ilość srebra w srebrze, czyli ile drutu należy uciąć, żeby się w połowie nie skończył :). Wprawdzie popełniłam w swoim życiu wiele projektów wire wrapping, ale zawsze albo drut kończył się w najmniej odpowiednim momencie, albo było go tyle, że plątał się między elementami tworząc moją ulubioną wielką improwizację ;).

Generalnie moja cierpliwość kończy się na wyplataniu liści, oczek, lub małych zawieszek, a do tworzenia form naszyjnikowych, które szczerze podziwiam chyba muszę jeszcze nabrać wiele pokory i cierpliwości...

Na zdjęciach jedna z moim zdaniem bardziej udanych prób owijania, lutowania, kręcenia i cięcia. Pięknie wybarwiony agat, który moja siostra przywiozła aż z Chin w towarzystwie zielonych pereł, fasetowanych oponek pirytu, przepięknych, dużych oponek akwamarynu w kolorze wody, oponek opalitu, oraz wplecionej w łańcuszek dużej oponki trawiastego jadeitu.

Tyle czasu spędziłam na tworzeniu tych misternych zwojów, że chyba zostawię go w zbiorze prywatnym :).

 

 

 

 

www.antilae.pl

piątek, 01 lutego 2013

Ło matko... Nie dość że zabrałam się za scalanie dwóch blogów w jeden, nie zastanawiając się wcześniej nad konsekwencjami i ilością miejsc, w których trzeba będzie wykonać aktualizację - linków, odnośników i informacji, to jeszcze księgowa kazała mi robić inwentaryzację :D. Liczenie kamyków co do sztuki samo w sobie jest zabawne, dzielenie ich jednak na kategorie i podkategorie względem wielkości, koloru, szlifu i jakości już takie śmieszne nie jest :|. Trzy bite dni liczyłam swój asortyment, żeby się dowiedzieć, że kamieni mam ni mniej ni więcej tylko 7456 wliczając w to elementy srebrne :D. Oczywiście sens takiej informacji jest żaden, ale jako że urzędy kocham, to i do spisu z natury podeszłam nader poważnie :).

W ramach odstresowania - labradoryt. Nie znam nikogo, kto go nie kocha :). Oczywiście najfajniejsze są takie duże okazy z dzikim ogniem, doskonale polerowane, z których można wyczarować niesamowite naszyjniki, ja jednak wcale nie mniej lubię małe oponki i brioletki. Z tych większych można wykonać fantastyczne kolczyki, a mniejsze mogą uzupełnić niemal każdy projekt (no... może z kolorem żółtym to jakoś tak mi się niespecjalnie komponuje, ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa :)). Zbiór labradorytów mam ogromny. Na zdjęciach tylko niewielki wycinek czyli markizy fasetowane, polerowane markizy (zresztą nieziemskiej jakości), fasetowane brioletki i takie wrzeciona troszkę inne (bo wyjątkowo długie i wąskie) doskonale sprawdzające w długich kolczykach dyndających.

W sumie to może i dobrze, że musiałam nieszczęsny remanent przeprowadzić. Tyle ciekawych rzeczy znalazłam przy okazji :). Szkoda tylko, że jak człowiek by teraz chciał na bieżąco te stany magazynowe kontrolować, to nie będzie miał czasu na nic innego...