Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
poniedziałek, 30 grudnia 2013

Po co ludziom facebook :)?

W związku z końcem roku i desperacką próbą zlokalizowania wszystkich jeszcze nie zewidencjonowanych faktur z działalności, natrafiłam na fakturę za kupon reklamowy na FB. Pomijając fakt posiadania FB jako ja, głównie po to, żeby się dowiedzieć, iż ktoś ze znajomych właśnie wziął ślub lub kupił psa, posiadam również stronę na FB poświęconą mojej działalności biżuteryjnej. Strona jak strona. Początkowo założyłam ją tylko dlatego, że wszyscy naokoło takowe mieli, więc głupio byłoby nie mieć :). Potem okazało się, że o ile bloga odwiedzają ludzie, to jednak nie zostawiają po sobie śladu, o tyle na FB to jakoś tak i żywiej i gwarniej...

Pierwszy kupon na FB dostałam w pakiecie razem z hostingiem swojej firmowej strony. Zabawa okazała się o tyle wciągająca, a ilość nowych polubień na tyle duża, że kolejny kupon już kupiłam na allegro. I teraz zonk... O co chodzi z tym podatkiem... ?. W instrukcji zaznaczania śmiesznych budek przy zakładaniu konta reklamowego, trzy razy należy potwierdzić, iż moja strona nie ma bezpośredniego przełożenia na sprzedaż i nie ma znamion reklamowania produktu, bo do jasnej pogody przecież nie ma... Większość osób lubiących moją stronę to 15to latki, co można łatwo sprawdzić w statystykach. Nie wnikam w to, czy to 15latki prawdziwe, czy tylko osoby za takowej się podające, ale niby jak to ma się przekładać na sprzedaż?. Na FB nie mam nawet podlinkowanego sklepu, nie podaję cen, nie zachęcam do kupna, ot pokazuję co udało mi się wytworzyć i cieszę się jak dziecko, że ktoś to w ogóle zauważył, jest moją pracą zainteresowany, a jeszcze jak pochwalił słownie, to jestem niemal w skowronkach!.

Ostatni kupon zrealizowałam jakieś trzy miesiące temu. Od tego czasu podjęłam postanowienie, że już nigdy więcej. Ilość polubień spada, zgodnie z zasadą, że teraz te przypadkowe "lajki" muszą się wykruszyć, aż sytuacja się unormuje i zostaną tylko osoby rzeczywiście zainteresowane biżuterią. Nie odbija się to wcale negatywnie na sprzedaży. W drugą stronę też to nie działało. Skok z tysiąca na dwa tysiące polubień, nie wygenerował ani o złotówkę większej sprzedaży. Dlaczego więc mnie straszą tymi podatkami i zeznaniem czy strona ma znamiona zarobkowania czy też nie... ?

Ja rozumiem, że Państwo na wszystko musi nakładać podatki!. Na szczęście w przypadku kuponu temat w ogóle nie istnieje, kupon bowiem jest z natury płatnością bezgotówkową, powinien być rozdawany za gratis, a fakt że ktoś go sprzedaje, a ktoś chce kupić jest tylko transakcją wiązaną. Co więcej mam na kupon fakturę, więc podatek już zapłaciłam. Tylko gdybym nie daj boże chciała w "reklamę" na FB zainwestować swoje własne pieniądze, ot tak jak na psychologa, albo wróżkę, żeby sobie poprawić humor i poczuć, że ktoś jest zainteresowany tym co robię, to wykonuję działalność reklamową czy nie...? Jestem ostatnią osobą, która chciałaby oszukiwać Państwo na podatkach, głównie z tego powodu mam działalność, mimo niewielkiej skali obrotu i pracy etatowej. Zwyczajnie następnego dnia po tym, jak dowiedziałam się, że sprzedaż srebra wymaga wystawiania paragonów i kasy fiskalnej, takową kasę już miałam. Z drugiej jednak strony nienawidzę płacić państwu tego, czego nie muszę, skoro wszystko co muszę płacę...

Któregoś dnia dowiem się, że rozdawanie koleżankom wizytówek nosi znamiona reklamy i powinnam to wycenić i opodatkować, a należny podatek oczywiście odprowadzić do urzędu. I jak tu nie dać się zwariować ? :).

 

www.antilae.pl

 

Jeżeli następnym razem przyjdzie mi do głowy kończyć kolejne studia podyplomowe, najpierw się dziesięć razy zastanowię...

Przez ostatnie dwa tygodnie nie miałam czasu absolutnie na nic, a dni świąteczne i poświąteczne spędziłam na pisaniu pracy dyplomowej, czytaniu literatury, tworzeniu bibliografii, poprawkach edytorskich, sklejaniu, poprawianiu i różnych innych dziwnych rzeczach, którymi dorosły człowiek w moim mniemaniu zajmować się nie powinien ;). Nie wiem czy przez to jestem mądrzejsza, ale z pewnością trzy dni pisania od rana do wieczora i to dosłownie od godziny 10tej, do 24 tej wieczorem z przerwą na obiad, źle odbiły się na stanie mojego kręgosłupa.

Teraz praca wysłana, a ja jutro idę na długi spacer, mam bowiem wrażenie, że coś mi umknęło... a dokładnie kilka dni z kalendarza.

Oczywiście czasu nie miałam na nic łącznie z tworzeniem czegokolwiek nowego, za to kamień, a konkretnie głaz jaki spadł mi z serca, kiedy kliknęłam w "Wyślij", tym samym zwalniając plik z całą mądrością projektową przodków do mojego promotora - ważył ze dwie tony....

Jutro poza spacerem i zajmowaniem się biżuterią nie robię nic innego :). Blog leży odłogiem, facebook leży odłogiem, strona i sklep też leżą i też odłogiem. Oczywiście mogę sobie wmawiać, iż tytuł PM'a zrekompensuje mi te wszystkie straty, ale to pokaże czas... Póki co, czuję się jak żyd ze słynnego żartu, który właśnie sprzedał trzy kozy... Nie ma nic lepszego na poprawę komfortu życia, jak go sobie najpierw pogorszyć i do tego na własne życzenie i za własne pieniądze :)

www.antilae.pl



sobota, 14 grudnia 2013

 Oryginalne pozłacane różowym złotem filigrany, ozdobione oponkami naturalnego ametystu i spinelu. Całość uzupełniona srebrnymi dodatkami.

 

 

www.antilae.pl 

Agat smoczy w oprawie z oksydowanego srebra, ozdobiony zębem ametystu. Kamień ma niezwykłe zielono-niebieskie użylenia i barwę.

 

www.antilae.pl

niedziela, 08 grudnia 2013

Kiedy otwieram swoją szkatułkę z nabytymi parę lat temu labradorytami zadaję sobie tylko jedno pytanie... - czemu nie kupiłam ich więcej :).

W czasach kiedy rękodzieło nie było tak popularne piękne okazy można było kupić za naprawdę niewielkie pieniądze, co dzisiaj w rozkwicie "handmade" nie jest już niestety możliwe. Na szczęście mój zbiór zawiera jeszcze kilka niepowtarzalnych okazów, przez jakiś czas zatem będę jeszcze mogła raz na jakiś czas oprawić coś tak fantastycznego jak ten złoty labradoryt. Z której strony nie spojrzeć jest nieziemsko złoty - niebywały okaz.

 

www.antilae.pl

piątek, 06 grudnia 2013

  

Wow... I przyszła wiosna :|.

Mieszkanie na krańcach miasta ma swoje zalety, ale kiedy rano nie można otworzyć drzwi do domu, bo ilość śniegu jaka zawaliła wejście przypomina sporych kalibrów bałwana - człowiek się zastanawia czy w mieście nie byłoby łatwiej. Tam tylko czasem sopel spadnie na głowę...

Kot ogłosił strajk. Cały ranek siedział w drzwiach balkonowych łowiąc hipotetycznie oczywiście przez szybę - śnieg spadający z dachu. Przez dłuższy czas bimbał drzwiami od kuwety, ale od jakiegoś czasu uznał, że sikanie w zamkniętym pudełku przy odgłosach spazmatycznego śmiechu mojego synka jest passe i załatwia się wyłącznie na zewnątrz. Bimbał, bimbał, ale przemóc się nie mógł. Z żółtymi białkami oczu usiadł w progu i wydał się z siebie długie mrauuu, oznaczające że to już pora wyjść. Heroicznym wysiłkiem otworzyłam drzwi, śnieg wdarł się do przedpokoju, a wiatr wepchnął i mnie i kota wgłąb. Za trzecim razem udało się otworzyć drzwi na szerokość dwóch kotów i kot nieśmiało wystawił nos na zewnątrz... Kot jest tegoroczny, więc raczej zimy nie pamięta, a jeżeli nawet to był wtedy małym kociakiem, śnieg więc jest dla niego pewną nowością. Łapa w śnieg...  i w tym momencie z dachu czapa śniegu spadła mu na głowę. Kot z kocim wrzaskiem wpadł do domu i zakopał się pod kanapą. Oczy nadal miał żółte, więc delikatnie wyciągnęłam stworzenie spod kanapy, otwierając mu tym razem drzwi na taras, zasypane nieco mniej, rozważając rozłożenie nad kotem parasola, żeby mu przypadkiem śnieg nie przeszkodził w sikaniu... :|. Na szczęście zawiał wiatr, płatki śniegu zaczęły poruszać gałązkami i kot jak to kot rzucił się z impetem na choinkę polując na tylko sobie znany cel. Skoro już wpadł po koci czubek głowy w zaspę uznał, że warto zrobić o krok dalej i zniknął za domem... Ufff... moje kwiatki są bezpieczne i kot nie będzie znowu próbował wykonując akrobatyczne ewolucje na wąskiej, acz wysokiej doniczce zrobić sobie z niej kuwety :|.

Parę minut później obserwowaliśmy z niemałym rozbawieniem jak kot już z drugiej strony domu próbuje wykonać pewną czynność fizjologiczną pod kolejnymi drzewami, będąc wielce zdziwionym, iż powierzchnia terenu w ciągu dnia podniosła się powyżej jego kociego tyłka. I tak jak zazwyczaj rano kot udaje się o tej porze dnia na kilkugodzinne łażenie po okolicy, tak tym razem w trzy minuty po oddaniu moczu siedział na parapecie i darł się rozpaczliwie, żeby go wpuścić do środka. To będzie długa zima, bo nawet kot nie chce wychodzić z domu :).

Jedyny komentarz jaki przychodzi mi do głowy w obecnej sytuacji to cytując Pingwiny z Madagaskaru - Biało dość :|.

 

www.antilae.pl

niedziela, 01 grudnia 2013

Powrót do elementów pozłacanych zakończył się trzema parami kolczyków, każde w innej kolorystyce, chociaż w podobnym stylu.

Na zdjęciach pomarańczowe kwarce, które uwielbiam, ale które są bardzo wymagającym elementem do dobierania dodatków - najzwyczajniej w świecie z większością kolorów gryzą się bardziej niż ostatnio mój kot, ze swoim osiedlowym kolegą. Perły na szczęście ratują każde, nawet najbardziej oporne kamienie, zupełnie jak lukier każdy zakalec ;), więc z efektu jestem bardzo zadowolona.

 

www.antilae.pl