Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
poniedziałek, 28 kwietnia 2014

 

Siostra we wtorek jedzie do Chin. Złożyłam zamówienie na naturalne jadeity, sznury kamieni księżycowych i agaty z druzą, ale co z tego wyjdzie to się okaże dopiero po powrocie. Dużo bym dała, żeby zobaczyć osobiście taki prawdziwy, chiński targ z kamieniami, jestem niestety odrobinę za duża, aby udawać bagaż podręczny, a koszt przelotu jest na tyle wysoki, że musiałabym przywieźć kamieniołom, aby zrekompensować sobie bilet.

W ramach ładowania akumulatorów na długi weekend wybieramy się nad otwarte morze. Plan wycieczki wydaje się dość prosty. Jednego dnia idziemy plażą w lewo, drugiego dnia w prawo, trzeciego odpoczywamy. Walczę ze sobą, żeby nie spakować chociaż kilku narzędzi i zwojów drutu. Obiecałam sobie, że nauczę się chociaż przez kilka dni "robić nic", ale poczucie straty czasu jest wtedy tak przytłaczające, iż boję się, że mogę wieczorami zacząć myć okna w pokoju hotelowym. W sumie uwielbiam urlopy, nawet te krótkie, niestety ostatnio najprzyjemniejszy wydaje mi się moment wypisywania wniosku urlopowego. Poczucie upływającego czasu i zbliżający się dzień ponownego powrotu do pracy psuje mi od jakiegoś czasu większość weekendów, a w przypadku tego długiego urlopu uczucie dyskomfortu zaczęło się już dzisiaj, mimo że do pracy wracam dopiero w przyszły poniedziałek. Według wielu teorii poczucie radości na myśl o wychodzeniu do pracy świadczy o ciężkim pracoholizmie, z drugiej jednak strony jeżeli mój organizm ma przez następne trzydzieści lat budzić się rano z myślą, że trzeba znowu iść do roboty i to będzie znaczyło, że pracoholizm mi nie grozi - to ja nie wiem co jest gorsze... :|.

 

www.antilae.pl

czwartek, 24 kwietnia 2014

Uderz w stół, nożyce się odezwą...

Bladym świtem znalazłam na garażu radosną karteczkę przyklejoną przez nieznanego osobnika z żądaniem usunięcia z mojego bloga wpisu na temat czyjejś żony... No cóż. Ustawa o ochronie danych osobowych mówi, że żeby kogoś wskazać jako sprawcę czegokolwiek musi on zostać jednoznacznie wskazany, a ja mam przynajmniej kilka sąsiadek, nie mówiąc już o sąsiadach...

Oczywiście, że nie usunę wpisu, za to mogę z radością złożyć wyjaśnienie, zachowanie bowiem tajemniczego sąsiada jedynie upewniło mnie o tym, że jak mawiała moja koleżanka - tylko winni się tłumaczą, Pan zaś z taką zawziętością po raz kolejny nas zapewnia, iż kota nie zabił, iż lada dzień sama zacznę się zastanawiać, gdzie leży prawda...

Po pierwsze nie napisałam, iż ktokolwiek z Państwa naszego kota zabił !. Kot jak to kot, wlazł na podwozie samochodu i jest ofiarą starego powiedzenia - "ciekawość zabiła kota". Napisałam natomiast, że niezależnie od tego, co chciałam napisać wszystko sprowadzało mi się do zdania "bo ta głupia małpa zabiła mi kota", co niestety jest prawdą i nie widzę powodów do sprostowań. Proszę czytać ze zrozumieniem!.

Po drugie... Absolutnie nie miałam na myśli Pana sąsiada żony. Nie wiem w ogóle skąd ten poroniony pomysł. Miałam na myśli osobę, która przecież przyznała się, iż widziała kota, wiedziała że to nasz kot i nie uznała za stosowne wyciągnąć swojej delikatnej łapki, o jeden metr dalej od swojego samochodu do naszego dzwonka, aby poinformować o fakcie, iż nasz kot leży martwy, czy też jeszcze lekko żywy pod Państwa samochodem. Od wyjścia kota z domu, do mojego znalezienia na miejscu, w którym zawsze parkuje Państwa samochód minęło raptem 40 minut. Gdyby ktokolwiek z was w porę zareagował... jakkolwiek - można było na przykład powiesić kartkę na garażu, skoro preferuje Pan właśnie taką formę komunikacji - być może kota można by jeszcze uratować.

Może mnie Pan podać do sądu, a niczego nie odwołam. Trzeba mieć serce wielkości zielonego groszka, żeby nie pozwolić nam nawet z godnością zebrać z ulicy zwłok przyjaciela. Nikt nie twierdzi, że zabiliście kota!!!!. Gdzie Pan to wyczytał????. Twierdzę, że chociaż odrobina empatii nakazywałaby dać nam szansę pochować kota z godnością. Gdyby nie zupełny przypadek, iż późno wychodziłam do pracy - kota znaleźlibyśmy rozjechanego przez samochody i mogłabym się po raz ostatni przytulić do wnętrzności wylanych na beton, które mogłabym co najwyżej zebrać z ulicy łopatą!.

Człowiek ma sąsiadów po to, żeby jak się przewróci na chodniku, móc chociaż oczekiwać, że przechodzący sąsiad zadzwoni na pogotowie. Jak widać nie wszyscy sąsiedzi tak myślą...

Fakt, iż sąsiada żona uznała się za adresatkę tego wpisu wzbudził we mnie dwa kolejne uczucia, a do wyrażania uczuć na blogu, do tego własnych uczuć, na własnym blogu -  mam pełne prawo!. Po pierwsze budzi się we mnie myśl "po jakiego grzyba Ci ludzie czytają mój blog... "?. Po drugie myślę sobie, że trzeba się czuć bardzo winnym, aby z tych dwóch zdań które napisałam wywnioskować aż tyle bzdur, potem zaadresować je do siebie i jeszcze uznać, iż ma się prawo do straszenia mnie sądem...

Polecam się dalszej uwadze. Jeżeli życzą sobie Państwo kolejną notkę na dowolny temat, wstępnie polecam tematy - "kot", "moje emocje związane z Państwem", lub tak zwyczajnie "o biżuterii", bo przecież temu ten blog jest poświęcony - czekam na kartki zawieszone na moim garażu.

 

www.antilae.pl

wtorek, 15 kwietnia 2014



Opalit uwielbiam.

Ta gra światła porównywalna jest wyłącznie z labradorytem, za to ilość form dużo szersza i łatwiej go kupić niż ładnie wybarwiony labradoryt. No i cena w porównaniu do naprawdę błękitnego labradorytu jest nieporównywalna. Kilka pięknych briolet kupiłam dawno temu i oto jedna z nich. W zestawieniu z pomarańczowym karneolem i zielonym kwarcem tworzy wybuchową mieszankę :).

www.antilae.pl

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

To niesamowite jak jakiś temat może opanować całe życie na tyle, że człowiekowi nawet tort urodzinowy zaczyna się kojarzyć tylko z jednym.

Przez ostatnie dwa tygodnie nie mogłam pisać bloga. Wklejanie zdjęć jakoś szło, ale kiedy próbowałam napisać nawet dwa najbardziej banalne zdania na dowolny temat i tak wychodziło z tego "bo tak głupia małpa zabiła mi kota". Nie mogę powiedzieć, że żal przeszedł, czy że na widok sąsiadki nie mam ochoty jak Kargul rzucić się z widłami do płotu grodzącego działki, ale złość aktywna ewidentnie minęła.

I tylko nie mogę zrozumieć, dlaczego schroniska są pełne kotów, na świecie są miliony kiciaków wolnobytujących, a nasz który był członkiem rodziny i kochaliśmy go jak na członka rodziny przystało, musiał trafić na jakaś niedorozwiniętą emocjonalnie pindę.

 

www.antilae.pl

niedziela, 13 kwietnia 2014

 

 



Hematyt, kwarc ze złotymi niteczkami, bursztyn, rzemień i srebro. 

www.antilae.pl