Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
niedziela, 25 maja 2014



Moje dziecko wróciło z pierwszej, samodzielnej, zorganizowanej, grupowej wyprawy pozadomowej zwanej w skrócie szkolną wycieczką. Sama wycieczka nie jest jeszcze oczywiście niczym niezwykłym, ale jeżeli dorzucić do tego trzy dni poza domem, wielki, wycieczkowy autobus, niecałe siedem lat wycieczkowicza i towarzystwo klas starszych, człowiek się zaczyna zastanawiać, czy to aby nie za wcześnie na puszczanie dziecka w daleki świat...

Młody był początkowo sceptycznie nastawiony do wyjazdu. Kontrowersje związane z zabieraniem ze sobą kilkuletniego, pluszowego misia, bez którego Młody nawet nie wyobraża sobie zasypiania, perspektywa obcego łóżka i wszelkie aspekty związane z w pełni samodzielną higieną osobistą - wszystko to powodowało, że początkowo Młody zamknął się w sobie i nigdzie nie chciał jechać. Z czasem jednak, kiedy docierały do niego informacje o coraz większej ilości kolegów i koleżanek, którzy mimo równie młodego wieku jednak na wycieczkę jadą, coraz częściej napominał między wierszami, że może jednak by pojechał... gdyby z nim pojechała Niania... :|.

Noooo nie!. O ile żarty o tym, że Młodym będzie się opiekowała Niania jeszcze w pierwszej pracy, porządkując kartki na biurku i wymieniając spinacze w spinaczu - były śmieszne, o tyle perspektywa wysyłania niani z Młodym na wycieczkę w celu kontroli umycia zębów - śmieszna być już przestawała. W cichości serca liczyłam na to, że większość mam, przynajmniej maluchów z klas pierwszych, nie zdecyduje się posłać swoich dzieci na wycieczkę, niestety na dwa tygodnie przed planowanym terminem wyjazdu, okazało się, że planowana frekwencja wynosi 100%...

Z przerażeniem w oczach wkładałam dziecko do autobusu, słysząc za plecami szepty równie przerażonych mam, pocieszających się faktem, iż trzy dni da się przeżyć bez jedzenia, mycia i śpiąc na podłodze. Piętrowe łóżka, które podobno miały być w pokojach pobudzały negatywnie wyobraźnię. Młody nerwowo ściskał w ręku telefon, misia i butelkę z wodą mineralną, drąc się jak opętany, żebym nie zapomniała jego walizki włożyć do autobusu, po czym z przyklejonym nosem do szyby odjechał w siną dal krzycząc, że będzie grzeczny...

Trzy dni ze względu na ich umiejscowienie w tygodniu pracy zleciały bardzo szybko.

Młody wrócił brudny jak święta ziemia turecka, z odparzonymi czterema literami, co tłumaczył szorstkim papierem toaletowym jaki znajdował się w hotelowej łazience :|, bez jednego buta, z siniakami na niemal wszystkich częściach ciała i głodny jak młody wilk w zimie. Głód tłumaczył normami żywieniowymi niezgodnymi z jego standardami, oraz nieprawidłowym przyprawieniem potraw, brud - napiętym grafikiem i brakiem czasu na zaawansowane procesy ablucyjne, siniaki okładaniem się z kolegami w pokoju pod nieobecność Pani. O but już nawet nie miałam serca pytać.

Zapytałam natomiast pół żartem, nieco skołowanego podróżą i wrażeniami Młodego - "-Czy z tej wycieczki synku wszyscy chociaż wrócili żywi... ?". Młody odpowiedział jednym tchem, nie podnosząc nawet oczu znad klocków lego - "Marysia i Zosia nie wróciły, a Jacek w nocy spadł z łózka. A poza tym dwie osoby zginęły na ognisku, ale ze starszej klasy i nie wiem jak się nazywają".

Rzeczywiście bardzo śmieszne...

 

 

www.antilae.pl

 

środa, 21 maja 2014

 

Duże, widowiskowe, misterne koła, z moim ukochanym kwarcem błękitnym w kształcie fasetowanych poduszeczek. Mimo mojej niegasnącej i niemalejącej awersji do symetrii kolczyki są niemal idealnym odbiciem lustrzanym.

 

 

www.antilae.pl

poniedziałek, 12 maja 2014

Dziecko przyłapało mnie wczoraj na czytaniu w internecie historii życia Conchity Wurst. W wyniku ujrzenia przez mojego siedmioletniego synka uśmiechniętej twarzy Conchity wywiązała się mniej więcej taka rozmowa

- a dlaczego ta Pani ma brodę ?.

- bo to jest synku Pan.

- a dlaczego ten Pan jest w sukience?.

- bo ten Pan udaje Panią.

- to dlaczego ta Pani ma brodę ?.

W tym momencie przypomniał mi się znany pewnie wszystkim żart o czarnych jagodach, tyle że tym razem, fakt iż jagody są niebieskie bo są jeszcze zupełnie zielone jakoś wcale mnie nie bawi.

Uczę dziecko tolerancji. Często mozolnie i nie do końca skutecznie, z uporem maniaka wyjaśniam, że ludzie są różni. Tłumaczę, że nie można się śmiać z ludzi tylko dlatego że są inni, że nie wolno nikogo pokazywać palcami, że swoje zdanie trzeba wyrażać w sposób nie obrażający innych osób, że gdyby wszyscy byli jednakowi świat byłby bardzo nudny i monotonny. Niestety jak wyjaśnić siedmiolatkowi sens istnienia kobiety z brodą, która w dodatku nie jest kobietą - nie wiem...

Nie jestem homofobem. Nie jestem, ale fakt wygrania festiwalu piosenki przez leniwego, przeciętnie śpiewającego faceta orientacji odmiennej, przebranego za jedną z sióstr Kardashian, który wymyślił sobie kontrowersyjny wygląd sceniczny po to, aby wzbudzić zainteresowanie mediów smuci mnie straszliwie. Eurowizja jest konkursem piosenki, nie poglądów politycznych czy też występów cyrkowych. 

Jedno jest pewne. Poza pewnym niesmakiem i ogólnym rozczarowaniem niską pozycją naszej bądź co bądź świetnej piosenki, moje zdziwienie całą sytuacją osiągnęło zaledwie poziom letni. Letni do tego stopnia, że w przyszłym roku nie zdziwi mnie występ faceta z penisem na czole, nagiej kobiety w płetwach, czy też pary gejów na rowerze.

Tylko jakoś tak mimo wszystko smutno...

 

www.antilae.pl

sobota, 10 maja 2014

Siostra wróciła z Chin z workiem zdobyczy. Dostałam sznury labradorytu, kiantu o cudownym blasku, apatytu niezwykłej wręcz jakości, kamienia księżycowego i cudownego zieloniutkiego frenitu. Sznury kamieni nie są zbyt widowiskowe, ale oczywiście w ramach prowadzenia pełnej dokumentacji mojego kamiennego zbioru wykonałam im historyczne fotki. Może kiedyś będzie okazja żeby się nimi pochwalić :).

Dostałam też ogromne agaty z druzą, cudowny, błyszczący bronzyt, niesamowity plaster skamieliny i wielkie kule różowego kwarcu, które po zawieszeniu na rzemieniu mogą służyć jako broń zagłady, waga jednej kuli to bowiem niemal 100 gram.

A na zdjęciach różowe jadeity z dawnych zbiorów, których niepoprawną wręcz słodkość złamałam właśnie apatytem i oksydowanym srebrem.

 

www.antilae.pl

wtorek, 06 maja 2014

 

 

Masywna bransoletka wykonana z przepięknie wybarwionych agatów, oraz kuleczek czarnego labradorytu.

 

www.antilae.pl

niedziela, 04 maja 2014

Tymczasem w piekle...

Przekraczając próg pokoju hotelowego wiedziałam, że będzie źle...

Wakacje, wakacjami, niestety nadruchliwość naszego dziecka wymaga ponadwymiarowej przestrzeni, której pomieszczenie 4x4 metry absolutnie nie zapewniało. Z tych kilkunastu ogrodzonych ścianami metrów dodatkowo 1/4 zajmowała łazienka, z której z kolei 1/4 zajmował "komin", a kolejną 1/4 kabina prysznicowa. Z pozostałych 3/4 pomieszczenia 1/4 zajmowało wielkie łóżko, reszta natomiast zastawiona była standardowo znajdującymi się w tego typu pokojach - szafą, telewizorem, stoliczkiem, krzesełkami i zonk... za mikro-zakrętem znajdowała się rzeczona w nazwie pokoju - dostawka, czyli kanapa, która po rozłożeniu zmniejszała powierzchnię wolną pokoju do minimum pozwalającego otworzyć drzwi...

Nie powiem, że mówiłam samcowi Alfa w okolicach początku marca, iż pokój należałoby rezerwować w odpowiednim wyprzedzeniem. Kiedy samiec w okolicach końca kwietnia zdobył się na telefon do naszego ulubionego ośrodka, oczywiście wszystkie miejsca na długi weekend były już zajęte. Chcąc nie chcąc, korzystając z dobrodziejstwa internetu samiec wynalazł inny ośrodek posiadający jeszcze miejsca wolne, niestety nie przewidział, że skoro przez wszystkie poprzednie lata pokój o koszcie dniowym przekraczającym 200 zł, pozwalał chociaż na wejście do środka trzech osób z walizką, tym razem będzie inaczej...

Młody po pierwszym przerażeniu związanym z faktem, iż nie będzie gdzie wysypać klocków lego i rozgrywać wojen, przeżył olśnienie iż po rozłożeniu jego kanapy, nasze i jego łóżko dzieli szerokość pół metrowego stolika, a zatem niezależnie od tego gdzie będzie spał i tak będzie spał z nami :|.

Po dwóch dniach obijania się łokciami, mycia zębów na zmianę według grafiku i przewracania się o buty, Młody postanowił wykonać swój ulubiony manewr, który w domu ze względu na dużą powierzchnię poślizgową wychodzi mu zawodowo. W ograniczonej przestrzeni jak łatwo przewidzieć manewr zeskoku z kanapy i ślizgu po pokoju skończył się zaryciem zębami w ścianę, zamortyzowanym wyłącznie zahaczeniem po drodze o walizkę...

Widząc jak Młody zbiera się z podłogi, krzycząc jak zwykle na przemian "żyję" i "nic się nie stało", załkałam tylko cicho - "tak musi wyglądać piekło..." Młody usiadł na podłodze, podkulił nogi pod siebie i krzyknął - "nieprawda!, Pani od religii pokazywała nam piekło i tam są tacy ludzie z widelcami!"... Ups... Samiec Alfa nie zdążył mnie na czas walnąć łokciem w bok, abym nie kontynuowała tych "trudnych tematów" udało mi się zatem jeszcze wykrztusić - "a po co im synku te widelce w piekle... ?". Synek niewzruszony z obrażoną miną odwarknął - "to przecież oczywiste!, żeby jeść". I zanim zdążyłam zapytać - "ale co ?" - synek dodał - "tyle, że w piekle gotują tylko dla siebie, a w niebie się dzielą z innymi!".

I wszystko jasne... :|.

www.antilae.pl