Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
niedziela, 30 czerwca 2013

Czasem szukając po świecie kamieni i pereł trafiam na coś, co mimo że pasuje zupełnie do niczego i nie mam pomysłu co z tego docelowo powstanie, jest tak absurdalnie słodkie lub niespotykane, iż nie mogę się powstrzymać, żeby nie było moje :). Tak właśnie było z tym zegarkiem, który przyjechał ukryty między sznurami pereł. Zaawansowanie techniczne pewnie niewielkie, za to w skali słodkości naszyjnik wygrywa z innymi wyplatanymi długimi godzinami w przedbiegach :).

 

www.antilae.pl

niedziela, 23 czerwca 2013

 

Przepiękny labradoryt, cudownie wybarwiony, w oryginalnym kształcie, oprawiony w sploty srebrnych drutów. Po stu próbach oksydowania srebra na wszystkie kolory tęczy, a nawet oksydowania z użyciem jajka na twardo ;) powróciłam do starej dobrej sprawdzonej czerni. Zmarnowawszy też trochę drutu wypracowałam ponownie technikę idealnego splotu ;) dzięki czemu po kilku nieudanych próbach kolejne projekty wyszły już jak dla mnie satysfakcjonujące, a projekty lekko nie do końca precyzyjne, udało się poprawić. Rzeczywiście lutowanie jest równie wciągające jak kupowanie kamieni... kto by się spodziewał :).

 

www.antilae.pl

poniedziałek, 17 czerwca 2013

 

Kurier wpadł na mnie dzisiaj, kiedy właśnie wychodziłam z domu na badania. Leżałam więc grzecznie przez 40 minut, próbując nerwowo nie stukać palcami, czekając aż rezonans przestanie mnie skanować, a ja będę mogła wreszcie wrócić do domu otworzyć paczkę... :).

Miałam kiedyś taki okres w "kamienno-biżuteryjnym" życiu, iż zrażona kilkoma niepowodzeniami zakupów zagranicznych - (zdjęcia pokazywały zupełnie coś innego niż rzeczywistość, oczywiście na korzyść wizualną zdjęć ;)), przez długi czas robiłam zakupy wyłącznie w Polsce. Na moje nieszczęście jakość kamieni jakie ostatnio przychodzą z Indii jest tak porażającą, że po każdej kolejnej paczce zamiast przestać... kupuję następną i tak w kółko ;). Pamiętam nawet czasy, kiedy w drodze z różnych zakątków świata szło jednocześnie paczek kilkanaście. Tej blokady założonej samej sobie trzymam się obecnie już sztywno i nie zamawiam kolejnej paczki, dopóki nie dotrze poprzednia, z żalem jednak stwierdzam, iż niestety kurier z Indii potrafi dowieźć paczkę w jeden dzień roboczy... ;)

 

www.antilae.pl

niedziela, 16 czerwca 2013

Pierwsze koty za płoty i po czterech sztukach posplatanych drucików, z których zadowolona specjalnie nie byłam, piąta "produkcja" wyszła jak dla mnie i jak na mnie mistrzowsko :), ale o tym w kiedy indziej ;). Próby freestyle'owego wire-wrappingu stały się też dla mnie super okazją do przetestowania kilku rodzajów oksydy, którą miałam, a której nigdy wcześniej nie miałam okazji użyć, z czego wnioski mam dwa. Żadna oksyda poza czarną nie jest warta pracy podgrzewania, mieszania i czuwania nad efektem kolorystycznym i drugi - oksyda traci swoje właściwości :). To drugie oczywiście powinno być dla mnie jasne, a jednak nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad jej terminem ważności i ilością możliwych oksyd w jednej butelce.

Dziecko rzutem na taśmę dwa tygodnie przed wakacjami złamało w przedszkolu rękę i teraz mam dodatkowego widza moich działań. Młody człowiek nie mogąc bowiem lewą ręką grać w gry, większość czasu spędza obserwując pracę i hobby moje i samca Alfa, co oczywiście wcześniej go niespecjalnie interesowało. Szkicownik nowych pomysłów do którego ostatnimi czasy wróciłam pęka w szwach, a wizja dłuższego urlopu dopiero we wrześniu. Na poprawę humoru zamówiłam sobie trochę mistycznych kwarców i dziko-kolorowych chalcedonów - póki co są w drodze :).

 

www.antilae.pl

niedziela, 09 czerwca 2013

 

 

Jeden ciepły, wolny weekend i lutownica zdziałały swoje ;). Dziecko z odległości bezpiecznych dwóch metrów z przerażeniem i fascynacją w oczach obserwowało blask płomienia i topiące się srebro, a ja szalałam i topiłam i zwijałam i kleiłam i zakręcałam, młotkowałam i szlifowałam ;).

W efekcie powstał jeden skończony naszyjnik, masa półproduktów i komponentów i jeden gargantuicznie zakręcony wisior, który mam jeszcze zamiar powiesić na zakręconym łańcuszku i zaoksydować.

I tak jak na mój brak cierpliwości (a srebro nie wybacza nerwowego splotu, którego najczęściej nie da się już powtórzyć zachowując tę samą jakość drutu) - wyszło dość ciekawie. Rzeczywiście rok przerwy w pracy z lutownicą robi swoje, ale jeszcze kilka godzin pracy i tendencja do przegrzewania srebra pewnie minie, a przynajmniej taką mam cichą nadzieję...

 

www.antilae.pl

czwartek, 06 czerwca 2013

 

Przepiękne, gładkie cebulki czerwonego kwarcu w oprawie z pozłacanego mosiądzu. Ambitny plan wykonania pełnego kompletu z kolczykami i bransoletką został przerwany niespodziewaną wizytą rodzinną, ale ja do tego pomysłu jeszcze kiedyś wrócę ;).

 

www.antilae.pl

niedziela, 02 czerwca 2013

 

Od kilku tygodni gościmy w domu kota. W zasadzie to nie tyle w domu co w ogrodzie, bo kot owszem... z funkcją kanapy jest zaznajomiony, ale w domu spędza tylko noce deszczowe, za to w księżycowe siedzi nad pobliskim bajorkiem i słucha żab. Oczywiście absolutnie nie planowałam w swoim życiorysie kota, jednak ten egzemplarz jest dość nieinwazyjny. Po odpchleniu, zaszczepieniu, wyczesaniu i odkarmieniu w zasadzie spełnia funkcję zabawową dla mojego synka (za co mu podziękowania wielkie jestem winna), gdyż w chwilach kiedy kot z synkiem siedzą w krzakach udowadniając sobie nawzajem intelektualną przewagę, ja mam odrobinę wolnego czasu na "swoje sprawy".

Dla mnie natomiast kot jest źródłem wiecznego zdziwienia, w czasach młodości posiadając bowiem wyłącznie psy - nie bardzo nawet wiedziałam czego się spodziewać "zapraszając" kota do domu.

- Kot łowi muchy... Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że znosi je do domu i układa na dywanie. Co gorsze jest z siebie strasznie dumny...

- Kiedy siedzimy z synkiem w namiocie w ogrodzie kot miauczy rozpaczliwie obok, myśląc zapewne że namiot nas pożarł, za każdym razem będąc tak samo zdezorientowanym kiedy wychodzimy cało ze środka. Sam do środka nie daje się zaprosić, chociaż może to i dobrze, bo jeszcze by pomyślał że to taka wielka kuweta...

- Kot obżera firanki. To zupełnie niespodziewana funkcja kota i chętnie bym ją wyłączyła, niestety kot głupi nie jest i od czasu kiedy go kilka razu od firanek pogoniłam teraz żuje je kiedy nie patrzę...

- Kot sprowadza do domu inne koty. Miska kota ze względu na umiejscowienie jej tam gdzie kota można znaleźć najczęściej czyli w ogrodzie - stanowi miejsce lokalnych spotkań kotów sąsiadów... Tego się zupełnie nie spodziewałam, myśląc iż posiadanie kocura ostatecznie pozbawi mnie odwiedzin kotów sąsiadów (szczególnie tych z dzwoneczkami).

- Kot żuje pelargonie, petunie i bratki też, ale pelargonie jakoś najbardziej. Nie robi tego z głodu, tylko z czystej złośliwości. Im bardziej go proszę, żeby tego nie robił, tym bardziej żuje...

Ma jednak kot pewną funkcję antystresową. Można bez końca oglądać jak biega za własnym ogonem, śpi do góry brzuchem pozwalając się przesuwać razem z dywanem nie otworzywszy nawet jednego oka, jak również godzinami przesiaduje w pokoju dziecka składając z Młodym klocki lego i z pełnym zrozumieniem biega za synkiem po ogrodzie, który przebrany w strój ninja wydaje świszczące odgłosy swoim mieczem świetlnym.

I pomyśleć, że ja w sumie to nawet nie lubię kotów ;).

 

 

 www.antilae.pl