Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
niedziela, 28 lipca 2013

 

Oczywistym wydaje się, że prowadząc pracę zawodową na etacie - działalność gospodarcza związana z produkcją biżuterii jest mi wyłącznie kulą u nogi. Dzieje się tak nie tylko z przyczyn ekonomicznych - vat i podatki wymuszają wyższe ceny, a przymusowe świadczenie zdrowotne... tylko sztucznie koszty tej działalności zwiększa, ale również ze względu na masę pracy papierkowej, której mogłabym sobie oszczędzić gdybym tejże nie prowadziła. Nawiasem mówiąc nie znam nikogo, kto by wiedział, co przeciętnemu Kowalskiemu daje dodatkowe zdrowotne - pewnie jak się igłą ukłuję w palec to mnie szybciej do szpitala przyjmą... no nie... no to może jak włożę koralik do nosa i będę potrzebowała usługi ambulatoryjnej, to ją dostanę poza kolejnością... no nie... więc po co?.

Niestety działalność związana z metalami szlachetnymi, a słyszałam taką absurdalną interpretację przepisów, że nawet elementy posrebrzane pod taką działalność podchodzą - związana jest nie tylko z koniecznością założenia działalności, ale jeszcze dodatkowo posiadania kasy fiskalnej.... No to klepię te paragoniki, programuję kasę za każdym razem od nowa, nadając swoim produktom absurdalne nazwy, gdyż produkt jeden od drugiego rozróżnialny musi być, wymieniam rolki, gromadzę raporty dobowe, ewidencjonuję przesyłki, opłacam księgową moją kochaną, bez której już ja bym w tych papierach zaginęła całkiem...

Aż czasem trafia się taki dzień jak dzisiaj, kiedy to przesyłek zebrało się cztery... I zupełnie jakbym nie mogła sobie poświęcić tego czasu na obejrzenie filmu, lub wykonanie kolejnej bransoletki, z której urząd skarbowy miałby należny mu vat i podatek... ja uzupełniam rejestr, drukuję fikuśne paragony, oblepiam przesyłki i... kiedy już wszystkie przesyłki leżą poukładane na podłodze, z odpowiednimi druczkami (a poczta swoim formularzem do nowej super paczki, który przypomina formularz zgłoszenia choroby zakaźnej TEŻ NIE UŁATWIA ŻYCIA!!) ... nagle okazuje się, że wszystkie przesyłki muszę przepakować raz jeszcze, bo paragony leżały na dnie, tak jakoś dziwnie schowane pod stosem pustych kopert :(.

I odklejam ja te przesyłki i zaklejam na nowo pisząc znaną mi skądinąd formułę - "paczkę taśmą zakleił nadawca"... bo inaczej Pani na poczcie będzie zła i każe samcowi Alfa dopisywać dopisek...

Jestem o krok... taki mały kroczek od wyrobienia sobie pieczątki - "Paczkę zakleił nadawca, bo nie ogarnął rzeczywistości działalności gospodarczej", wszak tylko chciał w ramach odstresowania raz na jakiś czas wykonać jakieś kolczyki...   

 

 

www.antilae.pl

wtorek, 23 lipca 2013

Jeżeli związek pomiędzy moją frustracją zawodową i ilością wytwarzanej w ramach odstresowania się biżuterii będzie się nadal utrzymywał na takim poziomie - niedługo będę musiała zakupić na jej odpowiednie przechowywanie osobny kufer :). Czas wakacyjny ma niestety to do siebie, że pracownicy, którzy pozostają na polu walki ze zdwojoną siłą próbują nadrobić zaległości i przejąć obowiązki wakacjujących się kolegów i koleżanek, co dezorganizuje pracę i stwarza wrażenie, że niezależnie od tego jak szybko się będzie biegało wokoło - pracy nie ubywa...  

Do czasu własnego urlopu, który mam nadzieję już pod koniec sierpnia - uważam, że ludzie na urlopy chodzić nie powinni :)))).

W sierpniu zmienię zdanie...

www.antilae.pl

niedziela, 14 lipca 2013

 

W czasach kiedy miałam lat kilka, potem kilkanaście, a uporczywa potrzeba tworzenia już nie dawała mi spokoju, namiętnie lepiłam przeróżne rzeczy z modeliny. Począwszy od miniaturowych zwierzątek, poprzez naczynia dla lalek barbie, po eklektyczne obrazki łabędzi leniwie płynących po tafli jeziora oprawianych w drewniane ramki :). Kiedy już zaczęłam się na "stare lata" zajmować biżuterią "na poważne" - myśl o możliwości lepienia srebrnych elementów równie łatwo jak się to czyniło z modeliny długo nie dawała mi spokoju. Kiedy pojawiła się pierwsza wzmianka o Art Clay Silver niemal rzuciłam się na poszukiwania... ale... ta cena... i ta cena pieca :)... i wątpliwości, czy to się uda, czy to się w ogóle tak da :).

Mijały miesiące, cena materiału nie malała, w galeriach pojawiało się coraz więcej produktów wykonanych w tej technice, piece tylko drożały ;), a ja nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to się nie może udać, cały proces przypominał bowiem trochę historię kamienia filozoficznego i transmutację ołowiu w złoto ;).

Ostatnio zachęcona 20% promocją w jednym ze sklepów będących głównym dystrybutorem Art Clay na rynek polski skusiłam się na kawałek tego przedziwnego materiału kupując przy okazji ceramiczną płytkę i palnik mający mnie pozbawić potrzeby posiadania pieca za kilka tysięcy złotych, aby mój plan przemienienia papierowej masy w srebro się wreszcie ziścił. Samiec Alfa przyglądał się z lekkim niedowierzaniem mojej walce z białą masą, a jego oczy ujrzawszy fakturę za 20g materiału opiewającą na ponad 140 zł (i to po promocji ;)) zrobiły się wielkie jak talerze.... Cudem udało mi się go przekonać, że w sumie to nawet jak i tak nic z tego nie wyjdzie - da się z tego odzyskać tyle srebra ile by kosztowało samo srebro gdybym je kupiła jako złom :|... Ufff.... Na szczęście dla humanisty (przynajmniej tego, którego mam w domu) gram i dekagram to mniej więcej to samo :|.

No i cóż... wpadłam po uszy :). Pokonawszy największą przeszkodę jaką dla mnie było wyobrażenie sobie, iż to wszystko co aktualnie jest białe i miękkie, po wypaleniu stanie się błyszczące i ostrokrawędziowe, reszta ograniczeń to już tylko wyobraźnia... 

 

www.antilae.pl

sobota, 06 lipca 2013

Czemu służy blog? :). Przez długi czas myślałam sobie, że blog służy temu żeby nawiązać znajomości, podzielić się pomysłami, przemyśleniami, pracami w toku i tak zwyczajnie sobie pogadać, bo przecież gdzieś człowiek musi :), a samiec Alfa o biżuterii i kamieniach to jakoś tak nie za bardzo ;). Blog w mniemaniu moim, może oczywiście mylnym, nie służy celom marketingowym, sprzedawaniu czegokolwiek, chwaleniu się super pracami, a raczej pisaniu o tym wszystkim, na co na FB, czy już nie daj boże w sklepie czy galerii miejsca nie ma.

I tu pojawia się niewielki problem ;).

Co czynią osoby chcące sprawdzić referencje ewentualnej osoby chcącej dostać się w poczet "artystów" galerii... - wchodzą na bloga ;). A tym samym umieszczenie tutaj prac niedokończonych, informacji o nie do końca dobrze poskręcanych kawałkach drutu, czy też nie daj boże pokazywanie banalnego, acz słodkiego konia na biegunach, z marketingowego punktu widzenia jest wysoce niewskazane...

Koniec więc z opisywaniem porażek, przemyśleniami o ilości oksydy w oksydzie, koniec z banalnymi pracami, które mimo że banalne mają wierne grono odbiorców, koniec z kulkami na patyczku, łańcuszkiem z przywieszką, czy też dyndadełkiem jakich milion ;). Teraz to ja będę zaawansowana technicznie :D.

Pozostają tylko dwa pytania... Gdzie ja będę pisać o tym, na co mam ochotę ;) i czy takie zaawansowane technicznie osoby nie kusi czasem, żeby tak zwyczajnie zawiesić kulkę na biglu, albo konia na łańcuszku :) :) :).

 

www.antilae.pl