Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
niedziela, 27 lipca 2014

 

Przepiękny zielony chalcedon, oprawiony z oksydowane srebro, na długim łańcuszku wykończonym karneolem i pomarańczowym jadeitem.

 

 

www.antilae.pl

czwartek, 24 lipca 2014

Widowiskowy naszyjnik, wykonany z dużego serca brązowo-karmelowego agatu, oprawionego w srebro. Między splotami pomarańczowy chalcedon. W łańcuszek wplecione kuleczki cudownie pomarańczowego chalcedonu. Srebro mocno oksydowane.

www.antilae.pl

poniedziałek, 21 lipca 2014

 

Turkusowy agat o ciekawym kształcie i wybarwieniu oprawiony w mocno oksydowane srebro, okraszony oponkami pirytu.

 

 www.antilae.pl

sobota, 12 lipca 2014

 

Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek na studiach informował mnie o tym, iż praca moja poza skrzywieniem kręgosłupa i rozklekotanym nadgarstkiem, wiąże się dodatkowo z ciągłą pogonią za wiedzą. Człowiek myślał, że w wyniku kilku lat studiów w jego głowę wlana zostanie cała esencja niezbędna do zostania fachowcem, a w pracy zdobywać się będzie co najwyżej umiejętności praktyczne. Tymczasem ciągle się uczę.

Co ciekawe im więcej papierków wkładam do segregatora z napisem "do CV", tym odczuwam większe przeświadczenie, iż nic nie wiem... Mało który zawód obecnie nie jest obarczony ciągłą potrzebą dokształcania się, ale w mojej dziedzinie mam wrażenie, że trendy uciekają szybciej niż ktokolwiek daje radę je gonić. Nie sposób przeczytać, obejrzeć, zrozumieć, spróbować wszystkiego.

Wdawszy się z prowadzącym szkolenie, w którym uczestniczyłam w tym tygodniu - w filozoficzną dyskusję na temat tego, dokąd zmierza informatyczny świat popadłam w nastrój melancholijny. Cudowną sprawą jest motywowanie informatyków do pracy poprzez zakup ferrari, którym będą mogli jeden po drugim po godzinach przemierzać ulice miasta. Urocze jest kupowanie im coraz nowszych gadżetów, fundowanie zagranicznych wycieczek, skoro karta multisport i opieka zdrowotna stały się już standardem - aby tylko raczyli napisać jeszcze kilka zakręconych linii kodu. W sumie sama pracuję w tym środowisku i powinnam się cieszyć. Może to i fajne mieć zawód, w którym ciągle brakuje fachowców, w którym to pracodawca zabija się o pracownika, w którym płace podobno... rosną jak szalone i który będzie najbardziej rozwijającym się zawodem najbliższych lat...

Tylko czy niedługo w związku z tym szaleńczym poszukiwaniem fachowców, a co za tym idzie eskalacją oczekiwań finansowych i poza finansowych nie będzie tak jak z góralem i jego psem za milion, którego trzeba będzie wymienić na dwa koty po pięćset tysięcy...

 

 

 

www.antilae.pl

piątek, 04 lipca 2014

 

Moja mama opowiadała kiedyś historię syna swojej koleżanki, który jak to większość artystycznych dusz nie do końca wiedział czemu poświęcić swoje życie. Od malowania, rzeźbienia, poprzez muzykę i poezję przemierzał życie nie do końca z nim pogodzony, egzystując w świecie, w którym tylko zapewne prawdziwi artyści wytrzymują. Dzieła chłopaka po dziś dzień zdobią liczne galerie i domy prywatne, niemniej sam autor tych dzieł skończył tragicznie. W młodym wieku popełnił samobójstwo i to tylko i wyłącznie z powodu przekonania, iż ilość dzieł jakie ma w głowie i dziedzin artystycznych, którym chciałby się poświęcić jest zbyt wielka, aby starczyło życia na wykonanie i spróbowanie wszystkiego...

Wszystkich tych, którzy już myśleli, że ten przydługi wstęp będzie początkiem wyznania o nachodzących mnie myślach samobójczych muszę niestety rozczarować. Myśli autodestrukcyjnych nie miewam, a i z perfekcjonizmu się intensywnie leczę, uważając że lepiej zrobić dwie rzeczy z dziesięciu, niż nie zrobić nic. Przypomniała mi się ta historia wyłącznie z powodu ogarnięcia wzrokiem ilości niezakończonych prac wszelakich jakie leżą w na moim biurku. Nawet gdybym chciała w sobie wzbudzić poczucie smutku z tego powodu - to nie potrafię, widok ten napawa mnie bowiem raczej optymizmem i myślą, że będę miała co robić jeszcze do późnej starości. Pomyślałam sobie również, że skoro życie większości artystów kończy się depresją i smutkiem, to cudownie, iż moje postrzeganie świata jest zgoła odmienne od artystycznego - dłużej pożyję i szczęśliwsza umrę :D.


 

www.antilae.pl

 

 

Jeden z bardziej oryginalnych kamieni jakie wpadły mi w łapki w nieziemsko energetycznym kolorze i genialnym kształcie. Obiecałam sobie, że nie przeładuję go zawijasami :) i o dziwo udało się obietnicy dotrzymać. W efekcie powstał pocieszny, radujący oko, jednocześnie bardzo widowiskowy i niepowtarzalny naszyjnik.

 

 

 

www.antilae.pl

środa, 02 lipca 2014

 

W słowniku mojej siostry istnieje pojęcie "dnia konia". W definicji sportowca, to taki dzień, w który nie ma rzeczy niemożliwych, wszystkie rekordy pobija się z łatwością, a przeciwnicy są tylko pionkami na drodze do celu. Czym jest "dzień konia" zrozumiałam w ostatni weekend. Ostatnio wena twórcza niekoniecznie odwiedzała moją mikro-pracownię, a prace bardziej skomplikowane powstały w bólach i powoli. W ostatni weekend okazało się, że można w jeden dzień wykonać tyle sztuk biżuterii, że nie da się ich zliczyć na palcach obu rąk. Wprawdzie sen przychodzi dopiero koło trzeciej w nocy, a ręce boją niemiłosiernie jeszcze następnego dnia, ale satysfakcja jest nieziemska.

W efekcie ostatniego weekendu powstało kompletnych prac i rozpoczętych pomysłów tak dużo, że aż zaczynam się zastanawiać - dlaczego "dzień konia" nie zdarza się codziennie :).

A na zdjęciach labradoryt ze sznura z ostatniego postu, oprawiony we freestylowe, srebrne esy-floresy.

 

 

www.antilae.pl