Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
sobota, 14 czerwca 2014

 

Agat z druzą, oryginalny i niepowtarzalny kamień, oprawiony z oksydowane srebro o mroczne, surowe bryłki najprawdziwszego rubinu. 

www.antilae.pl

Mistyczne kwarce tęczowe, eleganckie i majestatyczne, klasy AAA, oprawione w oksydowane srebro i ręcznie wykonane bazy w technice wire wrapping. 

www.antilae.pl

 

Przepięknej urody kwarc w kolorze wieczornego, zachmurzonego nieba w towarzystwie oponek turkusu, mistycznego labradorytu, połyskującego spinelu i srebra.

 

www.antilae.pl

niedziela, 25 maja 2014



Moje dziecko wróciło z pierwszej, samodzielnej, zorganizowanej, grupowej wyprawy pozadomowej zwanej w skrócie szkolną wycieczką. Sama wycieczka nie jest jeszcze oczywiście niczym niezwykłym, ale jeżeli dorzucić do tego trzy dni poza domem, wielki, wycieczkowy autobus, niecałe siedem lat wycieczkowicza i towarzystwo klas starszych, człowiek się zaczyna zastanawiać, czy to aby nie za wcześnie na puszczanie dziecka w daleki świat...

Młody był początkowo sceptycznie nastawiony do wyjazdu. Kontrowersje związane z zabieraniem ze sobą kilkuletniego, pluszowego misia, bez którego Młody nawet nie wyobraża sobie zasypiania, perspektywa obcego łóżka i wszelkie aspekty związane z w pełni samodzielną higieną osobistą - wszystko to powodowało, że początkowo Młody zamknął się w sobie i nigdzie nie chciał jechać. Z czasem jednak, kiedy docierały do niego informacje o coraz większej ilości kolegów i koleżanek, którzy mimo równie młodego wieku jednak na wycieczkę jadą, coraz częściej napominał między wierszami, że może jednak by pojechał... gdyby z nim pojechała Niania... :|.

Noooo nie!. O ile żarty o tym, że Młodym będzie się opiekowała Niania jeszcze w pierwszej pracy, porządkując kartki na biurku i wymieniając spinacze w spinaczu - były śmieszne, o tyle perspektywa wysyłania niani z Młodym na wycieczkę w celu kontroli umycia zębów - śmieszna być już przestawała. W cichości serca liczyłam na to, że większość mam, przynajmniej maluchów z klas pierwszych, nie zdecyduje się posłać swoich dzieci na wycieczkę, niestety na dwa tygodnie przed planowanym terminem wyjazdu, okazało się, że planowana frekwencja wynosi 100%...

Z przerażeniem w oczach wkładałam dziecko do autobusu, słysząc za plecami szepty równie przerażonych mam, pocieszających się faktem, iż trzy dni da się przeżyć bez jedzenia, mycia i śpiąc na podłodze. Piętrowe łóżka, które podobno miały być w pokojach pobudzały negatywnie wyobraźnię. Młody nerwowo ściskał w ręku telefon, misia i butelkę z wodą mineralną, drąc się jak opętany, żebym nie zapomniała jego walizki włożyć do autobusu, po czym z przyklejonym nosem do szyby odjechał w siną dal krzycząc, że będzie grzeczny...

Trzy dni ze względu na ich umiejscowienie w tygodniu pracy zleciały bardzo szybko.

Młody wrócił brudny jak święta ziemia turecka, z odparzonymi czterema literami, co tłumaczył szorstkim papierem toaletowym jaki znajdował się w hotelowej łazience :|, bez jednego buta, z siniakami na niemal wszystkich częściach ciała i głodny jak młody wilk w zimie. Głód tłumaczył normami żywieniowymi niezgodnymi z jego standardami, oraz nieprawidłowym przyprawieniem potraw, brud - napiętym grafikiem i brakiem czasu na zaawansowane procesy ablucyjne, siniaki okładaniem się z kolegami w pokoju pod nieobecność Pani. O but już nawet nie miałam serca pytać.

Zapytałam natomiast pół żartem, nieco skołowanego podróżą i wrażeniami Młodego - "-Czy z tej wycieczki synku wszyscy chociaż wrócili żywi... ?". Młody odpowiedział jednym tchem, nie podnosząc nawet oczu znad klocków lego - "Marysia i Zosia nie wróciły, a Jacek w nocy spadł z łózka. A poza tym dwie osoby zginęły na ognisku, ale ze starszej klasy i nie wiem jak się nazywają".

Rzeczywiście bardzo śmieszne...

 

 

www.antilae.pl

 

środa, 21 maja 2014

 

Duże, widowiskowe, misterne koła, z moim ukochanym kwarcem błękitnym w kształcie fasetowanych poduszeczek. Mimo mojej niegasnącej i niemalejącej awersji do symetrii kolczyki są niemal idealnym odbiciem lustrzanym.

 

 

www.antilae.pl

poniedziałek, 12 maja 2014

Dziecko przyłapało mnie wczoraj na czytaniu w internecie historii życia Conchity Wurst. W wyniku ujrzenia przez mojego siedmioletniego synka uśmiechniętej twarzy Conchity wywiązała się mniej więcej taka rozmowa

- a dlaczego ta Pani ma brodę ?.

- bo to jest synku Pan.

- a dlaczego ten Pan jest w sukience?.

- bo ten Pan udaje Panią.

- to dlaczego ta Pani ma brodę ?.

W tym momencie przypomniał mi się znany pewnie wszystkim żart o czarnych jagodach, tyle że tym razem, fakt iż jagody są niebieskie bo są jeszcze zupełnie zielone jakoś wcale mnie nie bawi.

Uczę dziecko tolerancji. Często mozolnie i nie do końca skutecznie, z uporem maniaka wyjaśniam, że ludzie są różni. Tłumaczę, że nie można się śmiać z ludzi tylko dlatego że są inni, że nie wolno nikogo pokazywać palcami, że swoje zdanie trzeba wyrażać w sposób nie obrażający innych osób, że gdyby wszyscy byli jednakowi świat byłby bardzo nudny i monotonny. Niestety jak wyjaśnić siedmiolatkowi sens istnienia kobiety z brodą, która w dodatku nie jest kobietą - nie wiem...

Nie jestem homofobem. Nie jestem, ale fakt wygrania festiwalu piosenki przez leniwego, przeciętnie śpiewającego faceta orientacji odmiennej, przebranego za jedną z sióstr Kardashian, który wymyślił sobie kontrowersyjny wygląd sceniczny po to, aby wzbudzić zainteresowanie mediów smuci mnie straszliwie. Eurowizja jest konkursem piosenki, nie poglądów politycznych czy też występów cyrkowych. 

Jedno jest pewne. Poza pewnym niesmakiem i ogólnym rozczarowaniem niską pozycją naszej bądź co bądź świetnej piosenki, moje zdziwienie całą sytuacją osiągnęło zaledwie poziom letni. Letni do tego stopnia, że w przyszłym roku nie zdziwi mnie występ faceta z penisem na czole, nagiej kobiety w płetwach, czy też pary gejów na rowerze.

Tylko jakoś tak mimo wszystko smutno...

 

www.antilae.pl

sobota, 10 maja 2014

Siostra wróciła z Chin z workiem zdobyczy. Dostałam sznury labradorytu, kiantu o cudownym blasku, apatytu niezwykłej wręcz jakości, kamienia księżycowego i cudownego zieloniutkiego frenitu. Sznury kamieni nie są zbyt widowiskowe, ale oczywiście w ramach prowadzenia pełnej dokumentacji mojego kamiennego zbioru wykonałam im historyczne fotki. Może kiedyś będzie okazja żeby się nimi pochwalić :).

Dostałam też ogromne agaty z druzą, cudowny, błyszczący bronzyt, niesamowity plaster skamieliny i wielkie kule różowego kwarcu, które po zawieszeniu na rzemieniu mogą służyć jako broń zagłady, waga jednej kuli to bowiem niemal 100 gram.

A na zdjęciach różowe jadeity z dawnych zbiorów, których niepoprawną wręcz słodkość złamałam właśnie apatytem i oksydowanym srebrem.

 

www.antilae.pl

wtorek, 06 maja 2014

 

 

Masywna bransoletka wykonana z przepięknie wybarwionych agatów, oraz kuleczek czarnego labradorytu.

 

www.antilae.pl

niedziela, 04 maja 2014

Tymczasem w piekle...

Przekraczając próg pokoju hotelowego wiedziałam, że będzie źle...

Wakacje, wakacjami, niestety nadruchliwość naszego dziecka wymaga ponadwymiarowej przestrzeni, której pomieszczenie 4x4 metry absolutnie nie zapewniało. Z tych kilkunastu ogrodzonych ścianami metrów dodatkowo 1/4 zajmowała łazienka, z której z kolei 1/4 zajmował "komin", a kolejną 1/4 kabina prysznicowa. Z pozostałych 3/4 pomieszczenia 1/4 zajmowało wielkie łóżko, reszta natomiast zastawiona była standardowo znajdującymi się w tego typu pokojach - szafą, telewizorem, stoliczkiem, krzesełkami i zonk... za mikro-zakrętem znajdowała się rzeczona w nazwie pokoju - dostawka, czyli kanapa, która po rozłożeniu zmniejszała powierzchnię wolną pokoju do minimum pozwalającego otworzyć drzwi...

Nie powiem, że mówiłam samcowi Alfa w okolicach początku marca, iż pokój należałoby rezerwować w odpowiednim wyprzedzeniem. Kiedy samiec w okolicach końca kwietnia zdobył się na telefon do naszego ulubionego ośrodka, oczywiście wszystkie miejsca na długi weekend były już zajęte. Chcąc nie chcąc, korzystając z dobrodziejstwa internetu samiec wynalazł inny ośrodek posiadający jeszcze miejsca wolne, niestety nie przewidział, że skoro przez wszystkie poprzednie lata pokój o koszcie dniowym przekraczającym 200 zł, pozwalał chociaż na wejście do środka trzech osób z walizką, tym razem będzie inaczej...

Młody po pierwszym przerażeniu związanym z faktem, iż nie będzie gdzie wysypać klocków lego i rozgrywać wojen, przeżył olśnienie iż po rozłożeniu jego kanapy, nasze i jego łóżko dzieli szerokość pół metrowego stolika, a zatem niezależnie od tego gdzie będzie spał i tak będzie spał z nami :|.

Po dwóch dniach obijania się łokciami, mycia zębów na zmianę według grafiku i przewracania się o buty, Młody postanowił wykonać swój ulubiony manewr, który w domu ze względu na dużą powierzchnię poślizgową wychodzi mu zawodowo. W ograniczonej przestrzeni jak łatwo przewidzieć manewr zeskoku z kanapy i ślizgu po pokoju skończył się zaryciem zębami w ścianę, zamortyzowanym wyłącznie zahaczeniem po drodze o walizkę...

Widząc jak Młody zbiera się z podłogi, krzycząc jak zwykle na przemian "żyję" i "nic się nie stało", załkałam tylko cicho - "tak musi wyglądać piekło..." Młody usiadł na podłodze, podkulił nogi pod siebie i krzyknął - "nieprawda!, Pani od religii pokazywała nam piekło i tam są tacy ludzie z widelcami!"... Ups... Samiec Alfa nie zdążył mnie na czas walnąć łokciem w bok, abym nie kontynuowała tych "trudnych tematów" udało mi się zatem jeszcze wykrztusić - "a po co im synku te widelce w piekle... ?". Synek niewzruszony z obrażoną miną odwarknął - "to przecież oczywiste!, żeby jeść". I zanim zdążyłam zapytać - "ale co ?" - synek dodał - "tyle, że w piekle gotują tylko dla siebie, a w niebie się dzielą z innymi!".

I wszystko jasne... :|.

www.antilae.pl

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

 

Siostra we wtorek jedzie do Chin. Złożyłam zamówienie na naturalne jadeity, sznury kamieni księżycowych i agaty z druzą, ale co z tego wyjdzie to się okaże dopiero po powrocie. Dużo bym dała, żeby zobaczyć osobiście taki prawdziwy, chiński targ z kamieniami, jestem niestety odrobinę za duża, aby udawać bagaż podręczny, a koszt przelotu jest na tyle wysoki, że musiałabym przywieźć kamieniołom, aby zrekompensować sobie bilet.

W ramach ładowania akumulatorów na długi weekend wybieramy się nad otwarte morze. Plan wycieczki wydaje się dość prosty. Jednego dnia idziemy plażą w lewo, drugiego dnia w prawo, trzeciego odpoczywamy. Walczę ze sobą, żeby nie spakować chociaż kilku narzędzi i zwojów drutu. Obiecałam sobie, że nauczę się chociaż przez kilka dni "robić nic", ale poczucie straty czasu jest wtedy tak przytłaczające, iż boję się, że mogę wieczorami zacząć myć okna w pokoju hotelowym. W sumie uwielbiam urlopy, nawet te krótkie, niestety ostatnio najprzyjemniejszy wydaje mi się moment wypisywania wniosku urlopowego. Poczucie upływającego czasu i zbliżający się dzień ponownego powrotu do pracy psuje mi od jakiegoś czasu większość weekendów, a w przypadku tego długiego urlopu uczucie dyskomfortu zaczęło się już dzisiaj, mimo że do pracy wracam dopiero w przyszły poniedziałek. Według wielu teorii poczucie radości na myśl o wychodzeniu do pracy świadczy o ciężkim pracoholizmie, z drugiej jednak strony jeżeli mój organizm ma przez następne trzydzieści lat budzić się rano z myślą, że trzeba znowu iść do roboty i to będzie znaczyło, że pracoholizm mi nie grozi - to ja nie wiem co jest gorsze... :|.

 

www.antilae.pl

czwartek, 24 kwietnia 2014

Uderz w stół, nożyce się odezwą...

Bladym świtem znalazłam na garażu radosną karteczkę przyklejoną przez nieznanego osobnika z żądaniem usunięcia z mojego bloga wpisu na temat czyjejś żony... No cóż. Ustawa o ochronie danych osobowych mówi, że żeby kogoś wskazać jako sprawcę czegokolwiek musi on zostać jednoznacznie wskazany, a ja mam przynajmniej kilka sąsiadek, nie mówiąc już o sąsiadach...

Oczywiście, że nie usunę wpisu, za to mogę z radością złożyć wyjaśnienie, zachowanie bowiem tajemniczego sąsiada jedynie upewniło mnie o tym, że jak mawiała moja koleżanka - tylko winni się tłumaczą, Pan zaś z taką zawziętością po raz kolejny nas zapewnia, iż kota nie zabił, iż lada dzień sama zacznę się zastanawiać, gdzie leży prawda...

Po pierwsze nie napisałam, iż ktokolwiek z Państwa naszego kota zabił !. Kot jak to kot, wlazł na podwozie samochodu i jest ofiarą starego powiedzenia - "ciekawość zabiła kota". Napisałam natomiast, że niezależnie od tego, co chciałam napisać wszystko sprowadzało mi się do zdania "bo ta głupia małpa zabiła mi kota", co niestety jest prawdą i nie widzę powodów do sprostowań. Proszę czytać ze zrozumieniem!.

Po drugie... Absolutnie nie miałam na myśli Pana sąsiada żony. Nie wiem w ogóle skąd ten poroniony pomysł. Miałam na myśli osobę, która przecież przyznała się, iż widziała kota, wiedziała że to nasz kot i nie uznała za stosowne wyciągnąć swojej delikatnej łapki, o jeden metr dalej od swojego samochodu do naszego dzwonka, aby poinformować o fakcie, iż nasz kot leży martwy, czy też jeszcze lekko żywy pod Państwa samochodem. Od wyjścia kota z domu, do mojego znalezienia na miejscu, w którym zawsze parkuje Państwa samochód minęło raptem 40 minut. Gdyby ktokolwiek z was w porę zareagował... jakkolwiek - można było na przykład powiesić kartkę na garażu, skoro preferuje Pan właśnie taką formę komunikacji - być może kota można by jeszcze uratować.

Może mnie Pan podać do sądu, a niczego nie odwołam. Trzeba mieć serce wielkości zielonego groszka, żeby nie pozwolić nam nawet z godnością zebrać z ulicy zwłok przyjaciela. Nikt nie twierdzi, że zabiliście kota!!!!. Gdzie Pan to wyczytał????. Twierdzę, że chociaż odrobina empatii nakazywałaby dać nam szansę pochować kota z godnością. Gdyby nie zupełny przypadek, iż późno wychodziłam do pracy - kota znaleźlibyśmy rozjechanego przez samochody i mogłabym się po raz ostatni przytulić do wnętrzności wylanych na beton, które mogłabym co najwyżej zebrać z ulicy łopatą!.

Człowiek ma sąsiadów po to, żeby jak się przewróci na chodniku, móc chociaż oczekiwać, że przechodzący sąsiad zadzwoni na pogotowie. Jak widać nie wszyscy sąsiedzi tak myślą...

Fakt, iż sąsiada żona uznała się za adresatkę tego wpisu wzbudził we mnie dwa kolejne uczucia, a do wyrażania uczuć na blogu, do tego własnych uczuć, na własnym blogu -  mam pełne prawo!. Po pierwsze budzi się we mnie myśl "po jakiego grzyba Ci ludzie czytają mój blog... "?. Po drugie myślę sobie, że trzeba się czuć bardzo winnym, aby z tych dwóch zdań które napisałam wywnioskować aż tyle bzdur, potem zaadresować je do siebie i jeszcze uznać, iż ma się prawo do straszenia mnie sądem...

Polecam się dalszej uwadze. Jeżeli życzą sobie Państwo kolejną notkę na dowolny temat, wstępnie polecam tematy - "kot", "moje emocje związane z Państwem", lub tak zwyczajnie "o biżuterii", bo przecież temu ten blog jest poświęcony - czekam na kartki zawieszone na moim garażu.

 

www.antilae.pl

wtorek, 15 kwietnia 2014



Opalit uwielbiam.

Ta gra światła porównywalna jest wyłącznie z labradorytem, za to ilość form dużo szersza i łatwiej go kupić niż ładnie wybarwiony labradoryt. No i cena w porównaniu do naprawdę błękitnego labradorytu jest nieporównywalna. Kilka pięknych briolet kupiłam dawno temu i oto jedna z nich. W zestawieniu z pomarańczowym karneolem i zielonym kwarcem tworzy wybuchową mieszankę :).

www.antilae.pl

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

To niesamowite jak jakiś temat może opanować całe życie na tyle, że człowiekowi nawet tort urodzinowy zaczyna się kojarzyć tylko z jednym.

Przez ostatnie dwa tygodnie nie mogłam pisać bloga. Wklejanie zdjęć jakoś szło, ale kiedy próbowałam napisać nawet dwa najbardziej banalne zdania na dowolny temat i tak wychodziło z tego "bo tak głupia małpa zabiła mi kota". Nie mogę powiedzieć, że żal przeszedł, czy że na widok sąsiadki nie mam ochoty jak Kargul rzucić się z widłami do płotu grodzącego działki, ale złość aktywna ewidentnie minęła.

I tylko nie mogę zrozumieć, dlaczego schroniska są pełne kotów, na świecie są miliony kiciaków wolnobytujących, a nasz który był członkiem rodziny i kochaliśmy go jak na członka rodziny przystało, musiał trafić na jakaś niedorozwiniętą emocjonalnie pindę.

 

www.antilae.pl

niedziela, 13 kwietnia 2014

 

 



Hematyt, kwarc ze złotymi niteczkami, bursztyn, rzemień i srebro. 

www.antilae.pl

poniedziałek, 31 marca 2014

Pięknie wybarwiony kieł agatu z towarzystwie gronka połyskującego spinelu z mocno oksydowanym srebrem.

 

www.antilae.pl

sobota, 22 marca 2014

Kolejne pozłacane kolczyki, tym razem w odsłonie z różowym kwarcem i mistycznym spinelem. 

www.antilae.pl



Kwarc o niezwykłym niebiesko-szarym kolorze, oprawiony w pozłacane elementy mosiężne, uzupełnione opokami pirytu z powłoką w kolorze miedzi.

www.antilae.pl

 

 



Cudownie pomarańczowe kwarce w pozłacanej oprawie, okraszone trawiastą zielenią peridotu.

 

www.antilae.pl

sobota, 15 marca 2014

Przepiękne kwarce w kolorze śliwkowym, klasy AAA, w oryginalnym kształcie, absolutnie porażające jakościowo, w delikatnej oprawie ze srebra częściowo pozłacanego. Prosta forma i maksimum elegancji :).

www.antilae.pl

czwartek, 13 marca 2014
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11