Kategorie: Wszystkie | Było minęło | Dostępne | Kontakt | Minerały | Z innej beczki
RSS
piątek, 11 października 2013

Zawijasowe szaleństwo zatacza coraz szersze kręgi :).

Po całym domu porozrzucane są kawałki drutu, a ilość lutownic wzrosła do trzech.

Tym razem kwarc krystaliczny w oprawie z mocno oksydowanego srebra, w towarzystwie niewielkiej brioletki cudnie połyskującego topazu. Całość misterna i unikatowa, o kształcie przypominającym buteleczkę, w której mieszka dżin spełniający życzenia.

Kocham ten szaleńczy stan :) :) :.

 

www.antilae.pl

sobota, 05 października 2013

Kolejny naszyjnik, tym razem bez zawijasów ze srebra, za to z moimi ulubionymi gronkami minerałów, w stonowanej kolorystyce pasującej do wielu kreacji :). Plaster przepięknie wybarwionego szaro-kremowego agatu otoczony został kaskadą (brioletek kruczo-czarnego spinelu, cebulek i wrzecion chalcedonu, cebulek kamienia księżycowego i mistycznego kwarcu, słodkowodnymi perełkami, kuleczkami księżycowego kamienia i na samym dole brioletką zielonego ametystu). Ciepłe, pastelowe zestawienie kolorystyczne.

 

 

www.antilae.pl

czwartek, 03 października 2013

Walka była ciężka, ostatecznie jednak srebrne zawijasy zawładnęły moim sercem i wolnym czasem na całego. Jedyna rzecz, która jest mnie obecnie w stanie oderwać od owijania, skręcania i lutowania to chwilowy brak odpowiedniego drutu, lub zamówienie dotyczące czegoś zupełnie innego :). Z dnia na dzień jestem również coraz bardziej zadowolona z własnej techniki, a lepsza technika to możliwość wykonywania coraz bardziej skomplikowanych wzorów. Pomijając wszystko inne na taki kamień jak ten, urządziłam prawdziwe polowanie. Zdjęcia nie są w stanie oddać refleksów kolorystycznych i prawdziwej barwy tego plastra agatu - jest przepiękny!.

www.antilae.pl

sobota, 28 września 2013

 Kolekcja samochodowa - wisior numer 2 :).

Największym wyzwaniem w tworzeniu biżuterii podczas jazdy samochodem wbrew pozorom nie jest ani kręta droga, ani ograniczone miejsce na tylnym siedzeniu, ani trzymanie wszystkiego na kolanach. No... może wkręcające się w brzuch szczypce na wybojach, lub kamień wbijający się w... plecy, który wytoczył się jakimś cudem z pudełka nie są najprzyjemniejsze, niemniej największym wyzwaniem jest! - ograniczony materiał. O ile przed wyjazdem człowiek wie co chce wykonać i zabierze takie materiały jakie wystarczają na skończenie wymyślonego wzoru, wtedy jest ok. Jeżeli jednak wrzucę do pudełeczka bądź co bądź maleńkiego w stosunku do mojego zbioru domowego kamieni i komponentów - to co akurat wpadnie w ręce, może się okazać, że wymarzony zielony, pięciomilimetrowy onyks, który idealnie pasuje do tworzonego wzoru, w pudełeczku nie istnieje. Najmniej śmiesznie jednak jest kiedy kończy się srebrny drut :|. 

 

www.antilae.pl

czwartek, 26 września 2013

Delegacja tym razem do W-wy i długie godziny spędzone w samochodzie (oczywiście na pozycji pasażera) zaowocowały kolejną porcją "druciastej" twórczości. Wykończeniówka oczywiście musi już powstawać w warunkach domowych, do wykonywania podstawowych wzorów i elementów bazowych samochód jest jednak idealny. I ta cudowna świadomość, że człowiek nie marnuje czasu, tylko i tak nie mógłby robić nic innego (poza patrzeniem przez okno, lub czytaniem książki), więc spędza czas nie tylko przyjemnie, ale i pożytecznie!.

Z trasy przywiozłam trzy w połowie skończone wisiory i kolczyki. Wykończony i lekko zaoksydowany efekt finalny wisiora o roboczej numeracji 1 - na zdjęciach. Cudownie zieloniutkie chalcedony są niesamowicie wdzięcznym materiałem do obróbki, niezależnie jednak od wdzięcznego chalcedonu z całego wisiora jestem wyjątkowo zadowolona.

www.antiae.pl

niedziela, 22 września 2013

W przesyłce od moje ulubionej, krajowej sprzedawczyni minerałów wszelakich, przyszło ostatnio kilka "cukiereczków" - obłędne, naszyjnikowo-wisiorkowe kamienie, niepowtarzalnie wybarwione, do tego każdy w innym niesamowitym kolorze.

Agat poszedł na tak zwany pierwszy ogień i trafił do klasycznego, gronkowego naszyjnika, zawieszonego na długim, ręcznie wyplatanym łańcuszku. Idealnie połączył się kolorystycznie z białym koralem i połyskującym pirytem z fioletową powłoką. Aż chciałoby się zjeść :).

 

 www.antilae.pl

niedziela, 15 września 2013

 

W związku z napadami "niepojęcia" wobec otaczającej mnie ostatnio głupoty, niemocy, braku organizacji i zadowolenia z siebie, zostałam skierowana na sesje terapeutyczne u firmowego trenera biznesowego i psychologa... Pani psycholog jako osoba ciepła, przemiła i ze statusem +20 do motywacji, przystąpiła z ogromnym entuzjazmem do przeformatowywania mojego zasypanego niewłaściwymi wyobrażeniami, oczekiwaniami i priorytetami mózgu, co o dziwo dało efekty w postaci rosnącej ignorancji wobec głupoty :|. Nie wiem ciągle czy to dobrze, bo oczywiście głupota zestawiona z niemocą może rodzić wyłącznie agresję, a zakładam, że tego typu reakcja w kontakcie ze współpracownikami niekoniecznie jest mile widziana, z drugiej jednak strony nie wiem czy moja ignorancja nie jest teraz cichym przyzwoleniem na głupotę...

Głupota, głupotą... pewnie można z tym żyć.

W moim mózgu, jak się okazało do tej pory, pełnym niepotrzebnych i unieszczęśliwiających mnie rzeczy :), najbardziej utkwiła jednak myśl, że czas jest z gumy... Polecono mi nie robić karteczek z rzeczami do zrobienia, mam wmawiać sobie, że na wszystko mam więcej czasu niż potrzebuję, że mam czasu pod dostatkiem, a połowa rzeczy, nawet jak się nimi nie będę przejmowała to i tak załatwią się same...

Myślę sobie, że 90% mężczyzn na świecie stosuje taką taktykę i to bez pomocy psychologa :|.

Myślę też po przetrenowaniu tej filozofii przez ostatnie dwa miesiące, że to droga donikąd...

Oczywiście człowiek jest szczęśliwszy nie mając przed oczami karteczek z listą rzeczy, które musi wykonać natychmiast lub z którymi jest już tydzień w niedoczasie... Ile jednak czasu można oszukiwać własny mózg? :|.

Obudziłam się w piątek rano. Za tydzień zaczynam kolejny semestr studiów, a "zadania domowe" niezrobione, harmonogram projektów do pracy w rozsypce, bo jak mam zrobić harmonogram, skoro listę projektów miałam wyrzucić :|. Ryby w akwarium jak w bajce "Gdzie jest Nemo" przecierają glony na szybie, żeby mi przypomnieć o swoim istnieniu, królik nosi w zębach poidełko, buty po przyjeździe z wakacji nadal stoją pudełko na pudełku na środku salonu... Zamówienia w rozsypce. Trzy ogarniam bez karteczki, ale przy pięciu to już się można pogubić i nie sądzę, aby z faktu, że o nich zapomnę zrobiły się same :|.

Szybciutko zrobiłam dłuuugą listę, żeby już z pewnością o niczym nie zapomnieć i z zegarkiem w ręku zaczęłam załatwiać zaległości, ciągle mając na uwadze fakt, że czas mija nawet jak będę sobie wmawiała, że stoi w miejscu, a nawet czasami się cofa...

Tylko jak mam poinformować o moim odkryciu Panią psycholog... :| :)?

 

www.antilae.pl

niedziela, 01 września 2013

 

Przez wakacje odzwyczaiłam się od pisania bloga :). Wprawdzie biżuterii natworzyłam tyle co nigdy, ale już z obróbką zdjęć i opisywaniem ich już tak trochę gorzej :). Jako że malutkie szpilki i tyciutkie oponki niespecjalnie nadają się na podróż, tworzenie gronek i mocowanie moich ulubionych listków i kwiatków w samochodzie niespecjalnie wchodziło w grę, a droga dłuuuugaaaa....

Przed wyjazdem siedziałam w moich zbiorach próbując zaplanować co mogę ze sobą zabrać, aby jednocześnie dało się z tego wykonać cokolwiek i żeby to się zmieściło w pudełeczku 20x10 cm, którego pojemności obiecałam sobie nie przekraczać. Z pomocą przyszedł synek, który wybrał co jego zdaniem było ładne i fajne, powrzucał do woreczków i powiedział - masz! :). Do tego zapakowałam szczypce, cążki i kilka innych narzędzi, trzy zwoje drutów, trochę półfabrykatów wstępnie polutowanych i w drogę...

Oto pierwszy efekt działalności samochodowej - różowe kwarce, granatowy kwarc korundum i sploty oksydowanego, srebrnego drutu.

 

www.antilae.pl

czwartek, 15 sierpnia 2013

Komplety biżuterii wykonuję niezwykle rzadko. Wychodzę z założenia, że łatwiej jest wisiorek do kolczyków na zamówienie dorobić, niż odpowiadać na pytanie czy można kupić wisiorek bez kolczyków :). Poza tym zazwyczaj kiedy przychodzi do tworzenia drugiej części kompletu mam już pomysł na kolejne zestawienie kolorów i chciałabym popędzić dalej, a nie po raz kolejny robić mniej więcej to samo.

Nad tymi bursztynowymi chalcedonami siedziałam wpatrując się w nie dłuższą chwilę, w zamyśle bowiem miały być żółte, ale w przesyłce przyszło co przyszło, a za bursztynem, może ze względu na miejsce zamieszkania nie przepadam. Zestawienie z fioletowymi oponkami kwarcu wydawało się ryzykowne, ale w efekcie nie mogłam od wisiorka oderwać oczu, a ponieważ sznur kamieni był stopniowany i bez problemu można było z niego wybrać kolejne dwa mniejsze na kolczyki - powstał komplet. Dawno żadne zestawienie kolorystyczne nie wywołało u mnie tak dużej konsternacji :).

 www.antilae.pl

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kolejne kolczyki będące wynikiem mojej niestrudzonej walki z symetrią :).

Zielone, obłędne, mniamuśne kwarce, które można oglądać godzinami (o ile ktoś w ogóle widzi sens w godzinnym oglądaniu kamieni :)), oprawione w srebrne sploty, oksydowane i polerowane. Leciutkie i bardzo widowiskowe.

 

www.antilae.pl

niedziela, 11 sierpnia 2013

Tym razem i kurier i dostawca z Indii zapewnili mi niezapomniany zestaw wrażeń i to jedną przesyłką. Kurier zadzwonił w godzinach porannych do samca alfa... że właśnie jest pod domem i zostawia przesyłkę pod numerem X (no bo nas przecież nie ma). Samiec wrócił do domu, przesyłki pod X nie było, co więcej nie przyszło mu do głowy podczas rozmowy, aby zapytać, ani jaka to firma kurierska, ani jakim sposobem połączono jego firmowy numer telefonu, z moją przesyłką bądź co bądź na osobę prywatną ;). Przez dwa dni chodziliśmy po sąsiadach z coraz dalszych domów, aż wreszcie kurier odnalazł się (przez dwa dni numer z którego dzwonił, a pod który z uporem maniaka oddzwanialiśmy - milczał), oświadczając, że nie mówił, że dziś tylko jutro, a że mu wyszło pojutrze to sooorrryyyy :). Numer telefonu natomiast to mu podał dostawca z Indii :|. Aha :|

Pewnie dłużej drążyłabym ten temat kurierski, gdyby po otwarciu przesyłki nie okazało się że... chalcedony chryzoprazowe przyszły - zielone, turkusowe - chryzoprazowe, w kolorze fanty zastąpiono karneolami, a kanarkowy chalcedon, który ze zdjęć idealnie pasował do posiadanych przeze mnie, (tyle że nowe miały być w innym kształcie), okazał się jasno cytrynowy ;). No niby cytryna, kanarek podobne kolory, ale z tym dopasowaniem to już teraz tak jakoś słabo :).

Najpierw chciałam napisać długiego maila, z listą zdjęć obrazującą co dostałam, a co obiecywały zdjęcia w internecie, ale co chwilę ciąg myślowy przerywał mi ten kurier i fakt, że skoro ktoś już gdzieś połączył mnie z samcem i scalił w jakiejś cudownej, nie znanej mi bazie nasze numery telefonów to teraz mogą już do niego dzwonić zawsze. Niby problem niewielki, ale przecież niekoniecznie chciałabym, żeby samiec wiedział o każdej mojej przesyłce... :).

Ostatecznie zdziwienie, które przeszło w złość, zamieniło się w rozbawienie i darowałam maile z fochami zarówno firmie kurierskiej, jak i dostawcy, uznałam bowiem, że taka ilość nieporozumień w jednej paczce widać musiała być zaplanowana :).

Zupełnie jak w mojej sałatce greckiej w firmowym barze, w której ostatnio znalazłam kapary i rzodkiewkę :|.

 

www.antilae.pl

piątek, 09 sierpnia 2013

Najpierw obiecywałam sobie, żadnego plecenia z drucików... Potem, no może i samo plecenie jest ok, ale oksydowanie jest bez sensu, bo po co świadomie brudzić srebro... Potem... no niech już będzie oksydowanie, ale symetrii nie zniosę...

I oto moje pierwsze, symetryczne, oksydowane kolczyki, wykonane całkowicie i od podstaw ręcznie ze sterty srebrnych drucików :).

 

sobota, 03 sierpnia 2013

Listonosz wpadł na mnie w piątek kiedy akurat wsiadałam do samochodu w drodze do pracy. Przesyłka malutka, trochę sreberek i trzy kamienie, więc wrzuciłam przesyłkę do torebki i w drogę...

W pracy kręcąc się na krześle w prawo i lewo wytrzymałam trzy minuty, zanim przestałam ze sobą walczyć i otworzyłam przesyłkę...

- jakie ładne różowe koraliki... rozlega się nagle głos z naprzeciwka

- to nie są koraliki tylko kamienie - odpowiadam,

- niemożliwe pokaż... no wyglądają jak plastik... puk...puk.. no rzeczywiście plastik wydaje inny dźwięk, a zatem szkło!.

lekko już poirytowana tłumaczę, że to chalcedon, co więcej ręcznie fasetowany, doskonałej jakości i nie jest różowy, tylko pudrowo-różowy, a to duża różnica...

- kamienie?... super!, a co z nimi można robić, o! mają dziurkę - słyszę w odpowiedzi

- taaak... mają dziurkę i zrobię z nich kolczyki!

- a innych kamieni nie masz? takich jakichś fajnych! no wiesz, żeby na przykład przewodziły prąd, albo rozszczepiały światło, albo wydawały dźwięki... bo co można zrobić z takimi zwykłymi koralikami...

Muszę zatem teraz do końca życia pamiętać że:

po pierwsze - informatycy są dziwni :) sama nim jestem, więc coś o tym wiem ;)

po drugie - dla większości osób nie ma znaczenia czy coś jest kamieniem czy plastikiem, w szczególności jeżeli jest różowe

po trzecie - jeżeli kiedykolwiek moimi odbiorcami będą mężczyźni informatycy muszę koniecznie znaleźć kamienie, które będą samoistnie produkować błyskawice, albo przynajmniej w razie braku będzie je można porzuć i użyć jako pasty izolacyjnej

i po czwarte - fajnie mieć hobby, którego nikt nie rozumie :) :) :)

... a na zdjęciach chalcedon kanarkowy w oprawie ze srebrna i sztyfty z kwarcami korundum, które po zaoksydowaniu mogą stanowić komplet z naszyjnikiem.

 

niedziela, 28 lipca 2013

 

Oczywistym wydaje się, że prowadząc pracę zawodową na etacie - działalność gospodarcza związana z produkcją biżuterii jest mi wyłącznie kulą u nogi. Dzieje się tak nie tylko z przyczyn ekonomicznych - vat i podatki wymuszają wyższe ceny, a przymusowe świadczenie zdrowotne... tylko sztucznie koszty tej działalności zwiększa, ale również ze względu na masę pracy papierkowej, której mogłabym sobie oszczędzić gdybym tejże nie prowadziła. Nawiasem mówiąc nie znam nikogo, kto by wiedział, co przeciętnemu Kowalskiemu daje dodatkowe zdrowotne - pewnie jak się igłą ukłuję w palec to mnie szybciej do szpitala przyjmą... no nie... no to może jak włożę koralik do nosa i będę potrzebowała usługi ambulatoryjnej, to ją dostanę poza kolejnością... no nie... więc po co?.

Niestety działalność związana z metalami szlachetnymi, a słyszałam taką absurdalną interpretację przepisów, że nawet elementy posrebrzane pod taką działalność podchodzą - związana jest nie tylko z koniecznością założenia działalności, ale jeszcze dodatkowo posiadania kasy fiskalnej.... No to klepię te paragoniki, programuję kasę za każdym razem od nowa, nadając swoim produktom absurdalne nazwy, gdyż produkt jeden od drugiego rozróżnialny musi być, wymieniam rolki, gromadzę raporty dobowe, ewidencjonuję przesyłki, opłacam księgową moją kochaną, bez której już ja bym w tych papierach zaginęła całkiem...

Aż czasem trafia się taki dzień jak dzisiaj, kiedy to przesyłek zebrało się cztery... I zupełnie jakbym nie mogła sobie poświęcić tego czasu na obejrzenie filmu, lub wykonanie kolejnej bransoletki, z której urząd skarbowy miałby należny mu vat i podatek... ja uzupełniam rejestr, drukuję fikuśne paragony, oblepiam przesyłki i... kiedy już wszystkie przesyłki leżą poukładane na podłodze, z odpowiednimi druczkami (a poczta swoim formularzem do nowej super paczki, który przypomina formularz zgłoszenia choroby zakaźnej TEŻ NIE UŁATWIA ŻYCIA!!) ... nagle okazuje się, że wszystkie przesyłki muszę przepakować raz jeszcze, bo paragony leżały na dnie, tak jakoś dziwnie schowane pod stosem pustych kopert :(.

I odklejam ja te przesyłki i zaklejam na nowo pisząc znaną mi skądinąd formułę - "paczkę taśmą zakleił nadawca"... bo inaczej Pani na poczcie będzie zła i każe samcowi Alfa dopisywać dopisek...

Jestem o krok... taki mały kroczek od wyrobienia sobie pieczątki - "Paczkę zakleił nadawca, bo nie ogarnął rzeczywistości działalności gospodarczej", wszak tylko chciał w ramach odstresowania raz na jakiś czas wykonać jakieś kolczyki...   

 

 

www.antilae.pl

wtorek, 23 lipca 2013

Jeżeli związek pomiędzy moją frustracją zawodową i ilością wytwarzanej w ramach odstresowania się biżuterii będzie się nadal utrzymywał na takim poziomie - niedługo będę musiała zakupić na jej odpowiednie przechowywanie osobny kufer :). Czas wakacyjny ma niestety to do siebie, że pracownicy, którzy pozostają na polu walki ze zdwojoną siłą próbują nadrobić zaległości i przejąć obowiązki wakacjujących się kolegów i koleżanek, co dezorganizuje pracę i stwarza wrażenie, że niezależnie od tego jak szybko się będzie biegało wokoło - pracy nie ubywa...  

Do czasu własnego urlopu, który mam nadzieję już pod koniec sierpnia - uważam, że ludzie na urlopy chodzić nie powinni :)))).

W sierpniu zmienię zdanie...

www.antilae.pl

niedziela, 14 lipca 2013

 

W czasach kiedy miałam lat kilka, potem kilkanaście, a uporczywa potrzeba tworzenia już nie dawała mi spokoju, namiętnie lepiłam przeróżne rzeczy z modeliny. Począwszy od miniaturowych zwierzątek, poprzez naczynia dla lalek barbie, po eklektyczne obrazki łabędzi leniwie płynących po tafli jeziora oprawianych w drewniane ramki :). Kiedy już zaczęłam się na "stare lata" zajmować biżuterią "na poważne" - myśl o możliwości lepienia srebrnych elementów równie łatwo jak się to czyniło z modeliny długo nie dawała mi spokoju. Kiedy pojawiła się pierwsza wzmianka o Art Clay Silver niemal rzuciłam się na poszukiwania... ale... ta cena... i ta cena pieca :)... i wątpliwości, czy to się uda, czy to się w ogóle tak da :).

Mijały miesiące, cena materiału nie malała, w galeriach pojawiało się coraz więcej produktów wykonanych w tej technice, piece tylko drożały ;), a ja nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to się nie może udać, cały proces przypominał bowiem trochę historię kamienia filozoficznego i transmutację ołowiu w złoto ;).

Ostatnio zachęcona 20% promocją w jednym ze sklepów będących głównym dystrybutorem Art Clay na rynek polski skusiłam się na kawałek tego przedziwnego materiału kupując przy okazji ceramiczną płytkę i palnik mający mnie pozbawić potrzeby posiadania pieca za kilka tysięcy złotych, aby mój plan przemienienia papierowej masy w srebro się wreszcie ziścił. Samiec Alfa przyglądał się z lekkim niedowierzaniem mojej walce z białą masą, a jego oczy ujrzawszy fakturę za 20g materiału opiewającą na ponad 140 zł (i to po promocji ;)) zrobiły się wielkie jak talerze.... Cudem udało mi się go przekonać, że w sumie to nawet jak i tak nic z tego nie wyjdzie - da się z tego odzyskać tyle srebra ile by kosztowało samo srebro gdybym je kupiła jako złom :|... Ufff.... Na szczęście dla humanisty (przynajmniej tego, którego mam w domu) gram i dekagram to mniej więcej to samo :|.

No i cóż... wpadłam po uszy :). Pokonawszy największą przeszkodę jaką dla mnie było wyobrażenie sobie, iż to wszystko co aktualnie jest białe i miękkie, po wypaleniu stanie się błyszczące i ostrokrawędziowe, reszta ograniczeń to już tylko wyobraźnia... 

 

www.antilae.pl

sobota, 06 lipca 2013

Czemu służy blog? :). Przez długi czas myślałam sobie, że blog służy temu żeby nawiązać znajomości, podzielić się pomysłami, przemyśleniami, pracami w toku i tak zwyczajnie sobie pogadać, bo przecież gdzieś człowiek musi :), a samiec Alfa o biżuterii i kamieniach to jakoś tak nie za bardzo ;). Blog w mniemaniu moim, może oczywiście mylnym, nie służy celom marketingowym, sprzedawaniu czegokolwiek, chwaleniu się super pracami, a raczej pisaniu o tym wszystkim, na co na FB, czy już nie daj boże w sklepie czy galerii miejsca nie ma.

I tu pojawia się niewielki problem ;).

Co czynią osoby chcące sprawdzić referencje ewentualnej osoby chcącej dostać się w poczet "artystów" galerii... - wchodzą na bloga ;). A tym samym umieszczenie tutaj prac niedokończonych, informacji o nie do końca dobrze poskręcanych kawałkach drutu, czy też nie daj boże pokazywanie banalnego, acz słodkiego konia na biegunach, z marketingowego punktu widzenia jest wysoce niewskazane...

Koniec więc z opisywaniem porażek, przemyśleniami o ilości oksydy w oksydzie, koniec z banalnymi pracami, które mimo że banalne mają wierne grono odbiorców, koniec z kulkami na patyczku, łańcuszkiem z przywieszką, czy też dyndadełkiem jakich milion ;). Teraz to ja będę zaawansowana technicznie :D.

Pozostają tylko dwa pytania... Gdzie ja będę pisać o tym, na co mam ochotę ;) i czy takie zaawansowane technicznie osoby nie kusi czasem, żeby tak zwyczajnie zawiesić kulkę na biglu, albo konia na łańcuszku :) :) :).

 

www.antilae.pl

niedziela, 30 czerwca 2013

Czasem szukając po świecie kamieni i pereł trafiam na coś, co mimo że pasuje zupełnie do niczego i nie mam pomysłu co z tego docelowo powstanie, jest tak absurdalnie słodkie lub niespotykane, iż nie mogę się powstrzymać, żeby nie było moje :). Tak właśnie było z tym zegarkiem, który przyjechał ukryty między sznurami pereł. Zaawansowanie techniczne pewnie niewielkie, za to w skali słodkości naszyjnik wygrywa z innymi wyplatanymi długimi godzinami w przedbiegach :).

 

www.antilae.pl

niedziela, 23 czerwca 2013

 

Przepiękny labradoryt, cudownie wybarwiony, w oryginalnym kształcie, oprawiony w sploty srebrnych drutów. Po stu próbach oksydowania srebra na wszystkie kolory tęczy, a nawet oksydowania z użyciem jajka na twardo ;) powróciłam do starej dobrej sprawdzonej czerni. Zmarnowawszy też trochę drutu wypracowałam ponownie technikę idealnego splotu ;) dzięki czemu po kilku nieudanych próbach kolejne projekty wyszły już jak dla mnie satysfakcjonujące, a projekty lekko nie do końca precyzyjne, udało się poprawić. Rzeczywiście lutowanie jest równie wciągające jak kupowanie kamieni... kto by się spodziewał :).

 

www.antilae.pl

poniedziałek, 17 czerwca 2013

 

Kurier wpadł na mnie dzisiaj, kiedy właśnie wychodziłam z domu na badania. Leżałam więc grzecznie przez 40 minut, próbując nerwowo nie stukać palcami, czekając aż rezonans przestanie mnie skanować, a ja będę mogła wreszcie wrócić do domu otworzyć paczkę... :).

Miałam kiedyś taki okres w "kamienno-biżuteryjnym" życiu, iż zrażona kilkoma niepowodzeniami zakupów zagranicznych - (zdjęcia pokazywały zupełnie coś innego niż rzeczywistość, oczywiście na korzyść wizualną zdjęć ;)), przez długi czas robiłam zakupy wyłącznie w Polsce. Na moje nieszczęście jakość kamieni jakie ostatnio przychodzą z Indii jest tak porażającą, że po każdej kolejnej paczce zamiast przestać... kupuję następną i tak w kółko ;). Pamiętam nawet czasy, kiedy w drodze z różnych zakątków świata szło jednocześnie paczek kilkanaście. Tej blokady założonej samej sobie trzymam się obecnie już sztywno i nie zamawiam kolejnej paczki, dopóki nie dotrze poprzednia, z żalem jednak stwierdzam, iż niestety kurier z Indii potrafi dowieźć paczkę w jeden dzień roboczy... ;)

 

www.antilae.pl